Blog Kochane Dzieci

Spanie z dzieckiem – tak czy nie?

raczka

 

Dzisiaj opowiem Wam trochę o naszych rodzicielskich perypetiach w temacie spania, lub nie spania, z małym dzieckiem. Za chwilę miną dokładnie 4 lata odkąd w naszym życiu pojawił się pierwszy mały człowieczek. Z perspektywy tych czerech lat chciałabym Wam opowiedzieć, jak u nas wyglądał temat wspólnego  spania. I podzielę się z Wami moimi osobistymi refleksjami na ten temat. Nie ma to w końcu jak praktyka, a nie tylko teoria!

 

 

Marsjanin wylądował!

 

Tak, pamiętam jak kiedyś napisałam, że pojawienie się w naszej rodzinie dziecka było dla nas rodziców ogromnym szokiem. Gdy minęły pierwsze doby w szpitalu, pora było zabrać maleństwo do domu. Nasz synek był taki malutki i bezbronny. Zajmował tak niewiele miejsca w swoim łóżeczku. A do tego oczywiście płakał (to był specyficzny płacz, każdy rodzic będzie wiedział, o czym mówię:) i mówiliśmy na niego pterodaktyl:)

Oczywiście, kładliśmy go do jego łóżeczka, gdy tylko chciał sobie pospać. I były takie momenty, kiedy spał ciągiem dwie, trzy godziny, a nawet dłużej. Gdy nie protestował, po prostu kładliśmy go do łóżeczka i zostawialiśmy tam. Ale były też i takie dni, kiedy chciał być tylko przy mnie. Wtedy potrafił jeść i spać na zmianę. Oczywiście wszystko działo się na moich rękach, blisko piersi. Najdłuższy taki maraton trwał od rana do wieczora.

Szczęśliwie dostaliśmy wspaniałą wskazówkę w szkole rodzenia – te pierwsze dni, tygodnie i miesiące są dla dziecka i mamy (rodziców) – tulcie się i karmcie ile potrzeba. Nie ma tu mowy o tym, że czegoś jest za dużo i trzeba coś z tym zrobić. Dzisiaj podpisuję się pod tym obiema rękami. Wiem również, że taki stan, mimo że na początku mamie się wydaje inaczej, nie będzie trwał wiecznie.

Dziecko naprawdę najbezpieczniej się czuje, gdy czuje nasz dotyk, ciepło i zapach. O fenomenie dotyku pisałam już tutaj. Nie utrudniajmy dziecku czerpania z tej siły, w imię ‘nie przyzwyczajania go do noszenia’. Spróbujcie się postawić w jego sytuacji – nagle zmieniliście zupełnie środowisko – może wyjechaliście do innego kraju, albo wręcz polecieliście na inną planetę – czy naprawdę chcielibyście tam zostać sami, bez poczucia, że bliska Wam osoba jest blisko Was i Was wspiera? A teraz pomyślcie sobie, że do tego jesteście tacy mali i bezbronni, a świat wokół jest wielki, a wy zupełnie go nie rozumiecie…

 

 

Noc, czyli czy nie śpię na swoim dziecku?

 

Och, tak, pamiętam do dzisiaj te noce. Karmię w nocy, już mylą mi się strony, czy ostatnio była lewa pierś czy prawa (swoją droga proponuję robić zapiski z informacją z której piersi podajemy dziecku mleko i o której godzinie, zwłaszcza na samym początku:) Już nie patrzę na zegarek, która jest godzina, ani nie liczę tego, ile udało mi się do tej pory pospać. Jest fajnie, gdy dziecko je i śpi, gorzej gdy do tego płacze, ulewa mu się i trzeba je przewinąć, bo po raz kolejny zrobiło kupkę. Brzmi znajomo?

No i w pewnym momencie stwierdzamy, że łatwiej będzie, jak dziecko będzie spało w naszym dużym małżeńskim łóżku. Mimo, że jego łóżeczko jest teoretycznie na wyciągnięcie ręki. No ale niewyspany człowiek liczy każdy ruch i wyklucza te zbędne. Do tego rana po ewentualnej cesarce boli. I w pewnym momencie pojawia się taki moment, że budzisz się z przerażeniem. Pytasz sama siebie, gdzie jest moje dziecko? Z której strony łóżka było ostatnio, czy czasami przez przypadek go nie przydusiłam swoim ciężarem itp.

Tak, tak, pamiętam te momenty. Pamiętam jak mój mąż czasami budził się i szukał pod sobą dziecka. A ja pamiętam, że raz miałam taką sytuację, że wiedziałam, że dziecko położyłam do łóżeczka i nie miałam pojęcia jak się znalazło w naszym łóżku. Ale zawsze starałam się być bardzo czujna. Nigdy też nie zdarzyło mi się wiercić w łóżku i stwarzać zagrożenia dla dziecka. Ot, takie zwyczajne wrodzone talenty każdej mamy.

Rodzice, jeśli łatwiej Wam spać razem z dzieckiem w łóżku, to nie obawiajcie się, że przyzwyczajacie do dobrego swoje dziecko i w ten sposób je rozpuścicie. Bądźcie oczywiście czujni i ostrożni, ale podążajcie przede wszystkim za swoją intuicją, a nie za przesądami i opinią innych. Oczywiście też na siłę nie ciągnijcie dziecka do Waszego łóżka, jeśli dziecko świetnie się czuje w swoim własnym – próbujcie je tam położyć, ale gdy bardzo protestuje, po prostu je przytulcie i bądźcie blisko. Dziecko będzie dzięki temu spokojniejsze i będzie lepiej się rozwijać! Pamiętajcie, że każdy czuły dotyk ofiarowany dziecku przez rodzica to korzyść dla rozwoju małego człowieczka. A Wasz komfort jest tu nie mniej ważny.

 

 

Coraz więcej rozumiem, czyli gdzie jest mama i tata?

 

Potem dziecko rośnie i coraz więcej potrafi. Również potrafi dopominać się o swoje. Na przykład w sytuacji, gdy rodzic położy się z nim w łóżku, oboje zasną, a potem dziwnym trafem dziecko budzi się, a w pobliżu rodzica brak. Płacze, jęczy, próbując dostać się ponownie pod bezpieczne i ciepłe skrzydła opiekuna. No i znowu zaczyna się ‘szarpanina’. Przecież już tak ładnie dziecko spało, przecież było zmęczone to dlaczego się obudziło po pięciu minutach, przecież przez ostatni tydzień już tak ładnie samo chodziło spać. Czujemy, że nasze wysiłki poszły na marne, że nie potrafimy zapanować nad własnym dzieckiem, a do tego czujemy coraz większą złość, którą niestety czasami wyładowujemy na naszym dziecku… Czy tak czasami macie drogie Mamy?

Ja tak miałam. Ilekroć już udało mi się wypracować wspólnie z kilkumiesięcznym maluchem jakiś wzorzec, jakiś plan dnia i plan drzemek wpleciony w niego, tylekroć zaraz coś burzyło ten porządek. Już tak ładnie syn zasypiał sam w łóżeczku, już tak ładnie spał w nocy, a tu nagle masz ci babo placek. Nie chciał sam chodzić spać, nawet jak go położyliśmy w naszym łóżku, to budził się i dreptał do drugiego pokoju szukając uciekinierów. No i gdy wreszcie udało się go przełożyć do własnego łóżeczka, to budził się w środku nocy z płaczem i wyciągał rączki, że chce jednak spać z nami w łóżku.

Jak reagowaliśmy? Z tym było różnie. Raz po prostu braliśmy go do naszego łóżka, a innym razem twardo obstawialiśmy przy swoim, próbując, aby zasnął w swoim łóżeczku. Niby łóżeczko sąsiadowało z naszym, ale to nie było wystarczające. Teraz, z perspektywy czasu, uważam, że nasze dziecko miało absolutną rację! No bo wyobraźmy sobie przez chwilę, że na przykład mamy męża (żonę) i nagle stwierdzamy – owszem, kochamy się, ale najlepiej jak będziemy spać osobno. To znaczy może kupmy dwa osobne łóżka, postawmy nawet jedno obok drugiego, ale koniecznie każdy śpi w swoim własnym. Tak, tak, ale poza tym my się oczywiście bardzo kochamy. Tylko po prostu nie można się przyzwyczajać zbyt do dobrego. Jak byście się z tym czuli? Ja – fatalnie.

 

 

Wrzuć na luz, kochaj i gdy jest potrzeba śpij razem z dzieckiem

 

Wiele na blogu piszę o wyrobieniu sobie dystansu i luzu do pewnych sytuacji. To bardzo istotna rzecz w wychowywaniu młodego człowieka (im dziecko starsze, tym ta umiejętność staje się chyba coraz bardziej pożądana). I wiem sama, że łatwo mówić, gorzej zrobić. Bo sama czasami dość wybuchowo reaguję na pewne sytuacje i dopiero czas to wszystko weryfikuje. No ale warto próbować, do czego Was drodzy Rodzice gorąco zachęcam! Powędrujcie sobie na przykład myślami w przyszłość i pomyślcie o czymś takim – czy widzieliście kilkunastoletnie dziecko, które by się pchało aby spać w łóżku swoich rodziców? Nie sądzę:) Zatem prędzej czy później to minie, a my może nawet zatęsknimy za starymi czasami!

Jeśli dziecko chce się przytulić, to pewnie po prostu tego potrzebuje. Jeśli chce spać razem z dorosłymi, to pewnie jest to dla niego na ten moment ważne. Nie warto walczyć z wiatrakami, podobnie jak nie warto walczyć z bliskością. Bo bliskość, to ciepło. To poczucie bezpieczeństwa. To budowanie relacji. To budowanie poczucia, że jestem dla kogoś ważny. To wspieranie się wzajemnie. To budowanie więzi i poczucia przynależności. To wreszcie okazywanie sobie miłości, takiej przez duże M!

Co zrobiłam? Nagle po prostu rzuciłam wszystkie swoje teorie w kąt i postawiłam na bliskość!!!

Jak u nas dzisiaj wygląda temat spania? Dzieci mają swój pokoik a w nim dwa osobne łóżeczka. Szczęśliwie łóżeczka są na tyle duże, że możemy się na nich z mężem położyć. Mąż kładzie się z synkiem, ja z córeczką (podział utrwalił się poprzez to, że to ja karmiłam córeczkę). Co wieczór, jeśli to tylko możemy, kładziemy się obok nich i jesteśmy, aż zasną. Potem mamy chwilę dla siebie, a później sami idziemy spać. W nocy budzi mnie stukot małych nóżek i otwierane drzwi. To córeczka nadchodzi:) Dodam że często z całym bagażem zabawek:) Tuż za nią (albo po pewnym czasie) kroczy synek. Oboje wskakują do naszego łóżka (szczęśliwie jest naprawdę duże!) i po chwili zasypiają. Czują się bezpiecznie. A my możemy poczuć ich bliskość.

 

 

Kilka słów na koniec

 

Człowiek jest zwierzęciem stadnym. A dziecko szczególnie potrzebuje naszej bliskości, obecności i poświęcenia mu swojej uwagi. Pamiętajmy, że pod naszymi skrzydłami rośnie mały człowiek. Ile mu damy, tyle potem będzie mogło oddać światu. Co włożymy do tej jego walizki (tu wpis o zasadzie walizki w wychowywaniu dzieci), to potem z niej wyjmiemy.

Nie tylko dzieci czerpią z tej bliskości, my również. Takie spanie razem to też wspaniałe uzupełnienie wspólnego bycia razem. Gdy czujemy na przykład, że zbyt mało czasu poświęcamy naszym dzieciom, to wspólne spanie jest doskonałą okazją, aby podładować te akumulatory pod tytułem bliskość.

Czas biegnie nieubłaganie, a dziecko zmienia się bardzo szybko. Tulmy i całujmy nasze dzieci póki mamy na to czas i możliwość!

8 Komentarzy

  1. Patrycjo, świetnie, że o tym napisałaś:) Jestem mamą od 5 miesięcy i niektóre zagadnienia dotyczące dziecięcego świata spędzają mi sen z powiek, zwłaszcza że teorii na temat zajmowania się tymi maleństwami jest milion i często jedna wyklucza drugą. Przeczytałam trochę książek, porozmawiałam z różnymi mamami i z każdym dniem coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że każde dziecko jest inne. Każde w innym tempie się rozwija, inaczej się zachowuje. Dlatego najważniejsze jest to, aby nauczyć się dystansu zwłaszcza do tej całej teorii i zaufać własnej intuicji:) Moja córeczka po miesiącu przystosowywania się do nowych warunków, postanowiła zaprzestać spania w dzień (chyba że na spacerze) i porzuciła swoje łóżeczko, które z dnia na dzień zaczęło ją „parzyć”. Dla niej od początku najbezpieczniejszym miejscem było leżenie przy piersi. To tutaj jadła, drzemała, uspokajała się. Tak jest zresztą nadal. Tyle że odkąd zaczęła interesować się tym, co wokół, jest mi trochę lżej, bo nie muszę już tyle siedzieć;) Oczywiście, w myśl różnych teorii, na początku próbowałam przekonać ją do łóżeczka, ale szybko sama powiedziałam NIE, bo nie mogłam patrzeć na to jak jest jej źle, co oczywiście sygnalizowała płaczem i krzykiem. Jedyne wyjście, jakie mi zostało na porę nocną, to takie, żeby położyć ją w łóżku obok siebie i męża. I, o dziwo, zadziałało! Widzimy, że potrzebuje takiej bliskości, bo wtedy jest spokojna i szczęśliwa:) Nie wiem, do kiedy tak będzie i czy ciężko ją będzie od tego odzwyczaić czy też sama powie STOP, ale liczy się chwila obecna i to co jest najlepsze dla malutkiej teraz:) A i dla mnie jest wygodniej, bo przynajmniej w nocy mogę bardziej wypocząć:) No a spanie przy takim maluszku, to sama przyjemność!:)
    Dziękuję Ci bardzo, bo po przeczytaniu Twojego wpisu, jestem juz w 100% spokojna:) W ogóle bardzo interesujący jest Twój blog:)

    • Witaj Jume! Śliczne dzięki za cenny komentarz i podzielenie się swoim doświadczeniem w tym temacie. Cieszę się, że zaufałaś swojej intuicji – ona naprawdę może nas poprowadzić we właściwą stronę. To taka wiedza przekazywana z pokolenia na pokolenie, zapisana głęboko w nas, dzięki której robimy pewne rzeczy bez analizowania ich na poziomie umysłu. A umysł – no cóż, ten często karmi się tym co przeczytamy czy usłyszymy od innych. A przecież to my najlepiej czujemy, jak zająć się własnym dzieckiem! To niesamowite, że w dobie gdzie liczą się wiedza, instrukcje, spisane prawa i dowody, aż tak bardzo zaufaliśmy opinii kogoś innego w kwestiach dotyczących nas samych i naszych dzieci! Dlaczego ktoś ma wiedzieć lepiej, jak wychować nasze dziecko?! Oczywiście książki i wiedza mogą pomóc, naprowadzić zielonego rodzica, ale to tylko drogowskaz, a nie wytyczna. A gdzie nasza wolność, nasze pole do decydowania o sobie i naszych bliskich? No właśnie, poruszyłaś szalenie istotną sprawę – każde dziecko jest inne, a nikt nie zna lepiej naszego dziecka niż my same. To my jesteśmy z dzieckiem na co dzień, na dobre i złe, to my wyczuwamy, co jest dla niego najlepsze i czego potrzebuje. I to my możemy najlepiej odpowiedzieć sobie na pytanie, czego tak naprawdę chce nasze dziecko. A teraz spójrzmy na zwierzęta – one nie czytają książek, nie słuchają mądrych porad w tv, a doskonale wiedzą, jak troskliwie zająć się potomstwem – kierują się instynktem. I w większości przypadków takie zwierzę tuli i ogrzewa maluszka swoim ciałem, liże go, po prostu jest blisko. A wszystko robi niespiesznie, z czułością. To takie proste. Ale my ludzie, oczytani i wykształceni, wciąż sobie utrudniamy zadanie. W imię postępu, w imię dobra rodziny i budowania podwalin pod przyszłe życie dziecka – co robimy – robimy sru i wyrzucamy nasze dziecko z gniazda, spod naszych skrzydeł. No bo przecież już ma 3 miesiące i pora wrócić do pracy – przecież muszę zabezpieczyć dziecko na przyszłość. Mówimy, że ma spać w swoim łóżeczku, bo przecież ma już 6 miesięcy i nie może być mazgajem, przyczepionym do spódnicy mamy. Ledwo zaczyna chodzić, a my już zacieramy ręce, żeby wysłać je do żłobka – no bo przecież ma tam takich specjalistów, tyle ciekawych zajęć, a przecież trzeba od małego inwestować w jego rozwój. A czy zadaliśmy sobie tak naprawdę pytanie – co tak naprawdę chce moje dziecko i co mogę zrobić, aby zwyczajnie było szczęśliwe? Można iść nawet dalej i zapytać siebie, co jest tak naprawdę moim celem w życiu i dlaczego robię to co robię? Jeśli nasze działania współgrają z naszymi celami w życiu to dobrze, gorzej gdy podchodzimy do fundamentalnych spraw na zasadzie ‚bo tak wszyscy robią’, ‚bo tak trzeba i już’. Zadawajcie sobie drodzy rodzice te pytania. I naprawdę nie chcę tu nikogo oceniać, bo każdy ma inną sytuację i niektóre wybory są koniecznością. Ale jeśli macie jakąś dowolność, to pytajcie sami siebie po co to wszystko. Jume, mam nadzieję, że to zaufanie sobie przyniesie Waszej Rodzinie same korzyści:) I maluszkowi, który dostanie porządną dawkę miłości i bliskości, i Tobie, bo będziesz czuła wewnątrz, że robisz rzeczywiście to co czujesz i dbasz przy tym o siebie, i wreszcie mężowi, który będzie odczuwał pozytywne skutki zmian jakie zajdą w Tobie i Dziecku! Dziękuję na koniec za miłe słowa o blogu – bardzo, bardzo się cieszę, gdy moje doświadczenie może komuś pomóc:) Pozdrawiam

      • Zdecydowanie zgodzę się z Wami w tym temacie. I pragnę dodać jeszcze jedną kwestię dotyczącą tego, że my mamy powinnyśmy kierować się swoją intuicją nie tylko w kwestii wychowania dziecka, ale i w kwestii jego odżywiania. Dużo mam ufa wielkim koncernom produkującą żywność dla dzieci na ogromną skalę typu kaszki, słoiczki itp. Niestety mnie zawodzą takie mamy.Nikt nie zrobi lepszego posiłku dla dziecka niż my same. W dobie takiej dostępności do informacji każdy potrafiłby ugotować coś zdrowego dla dziecka. Wzbogacając te koncerny matki jednocześnie marnują zdrowie i przyszłość swoich dzieci.
        PS. Bardzo interesujący blog. Pozdrawiam 😉

        • Dziękuję Beata za komentarz. Podpisuję się pod tym, co napisałaś, obiema rękami!:) Tak, daliśmy niestety tak nasze mózgi wyprać z myślenia, że ufamy, że nasze dzieci bardziej nakarmi słoiczek który od ponad roku leży na półce, niż świeża marchewka i burak ze straganu. Oj, spotkałam się z podobnymi dylematami początkujących mam. Dlatego wspierajmy się drogie mamy nawzajem, dzieląc się ze sobą swoimi doświadczeniami, bo dzięki temu będziemy wiedziały, co dać naszym dzieciom, aby zawsze dostawały to co najlepsze! Dziękuję Beata za miłe słowa i również pozdrawiam bardzo serdecznie:)

  2. Wszystkie wpisy o dziecku już przeczytałam:) O niektóre rzeczy jestem mądrzejsza, a co do innych mamy podobne lub takie samo zdanie:)
    Moja córcia właśnie dzisiaj rozpoczyna rehabilitację, bo, tak jak Twój synek, nie cierpi leżeć na brzuszku i to co wychodzi jej w tej pozycji, to chyboczący się samolocik.
    Pisałaś też o tym, że Twój synek przytula się tylko wtedy, gdy to on tego chce. Wiesz myślę, że ani cesarskie cięcie, ani krótsze karmienie piersią lub jego brak, nie mają tu pierwszorzędnego znaczenia. Moim zdaniem to wynika z charakteru dziecka. Ja urodziłam naturalnie i karmię piersią, a moje dziecko od początku nie uspokajało się przez przytulenie i do tej pory tak ma, że nie jest fanką tulaków;) Za to córka mojej znajomej, która miała cesarskie cięcie, bardzo lubi, gdy się ją przytula.
    A co do słoiczkowego jedzenia, to też jestem na NIE. Teraz jesteśmy na etapie jedzenia pierwszych zupek i gotowanie ich sprawia wielką radość!:)
    No właśnie, a teraz zabieram się do czytania wpisów o odżywianiu:)

    • Witaj Jume! Jeśli chodzi o rehabilitację, to niestety coraz częściej słyszę od mam, że ich dzieci mają problem z napięciem (zbyt duże lub zbyt małe), czy z asymetrią ciała. Sama się zastanawiam, skąd ta plaga. Jeśli jednak coś jest nie tak, to warto się konsultować ze specjalistą, chociaż doradzam też spokój i pewien dystans – chodzi mi o to, aby dać dziecku czas na nauczenie się pewnych rzeczy i nie robić ciągle wszystkiego na siłę i na siłę szukać dysfunkcji u swojego dziecka, bo to niestety przynosi odwrotny skutek – przetestowałam to na sobie. Warto po prostu przy pielęgnacji i kontakcie z dzieckiem stosować pewne zasady – o nich pisałam tutaj http://kochanedzieci.pl/ma-raczkowac-czy-nie-oto-jest-pytanie/- to plus spokój są czasami lepsze niż nerwowe próby rehabilitowania dziecka – no ale ten spokój przychodzi z czasem, chociaż wtedy pojawia się niepokój o inne rzeczy:) Tobie po prostu mogę polecić jak najczęstsze trzymanie dziecka na twardym podłożu, np podłodze, aby zbierało doświadczenia z leżeniem na brzuszku. I nie ma zmiłuj chociaż na początku jest płacz – naprawdę w ten sposób pomagamy dziecku, a nie jesteśmy wyrodnym rodzicem. Ja usłyszałam nawet radę od rehabilitantki, że jak dziecko ma te kilka miesięcy to powinno w czasie swojej aktywności (gdy jest czas na zabawę), GŁÓWNIE leżeć na brzuszku (a nie być noszonym, czy wręcz sadzanym!). A z tym przytulaniem to sama nie wiem, też czuję że wiele zależy od charakteru dziecka, ale trudno odgadnąć proporcje – ile z czego wynika. Ja na przykład ostatnio odkryłam (mimo że synek ma już 4 lata:), że on tak naprawdę lubi jak się go przytula, tylko aby go przytulić, muszę inaczej do niego dotrzeć – nie klei się do mnie sam z siebie, jak córeczka, ale muszę odpowiednio z nim rozmawiać i niespiesznie ‚oswajać’ go z dotykiem. Ale każdy rodzic po pewnym czasie wyczuje, jak najlepiej podchodzić do tych spraw! Cieszę się, że preferujesz gotowanie niż kupowanie zupek – polecam Ci na początek ten wpis http://kochanedzieci.pl/rozszerzanie-diety-u-malego-dziecka-cz-ii/. I życzę powodzenia!

  3. wyznaję zasadę żeby spać z dzieckiem okolicznościowo (tzn. np. nad ranem jak się przebudzi lub źle się czuje żeby móc nad nim czuwać), bo później trudno oduczyć, tak samo należy rozsądnie podchodzić z karmieniem do 1-1,5 roku

    • Witaj! Dziękuję Ci za swoją opinię. Tak, każdy rodzic sam sobie musi odpowiedzieć na te fundamentalne pytania ‚ile czego?’. Warto jednak kierować się swoim instynktem, a nie tym, że inni coś sugerują i uznają to za prawdę objawioną. Tak jak wspomniałam w tekście, jestem tego zdania, że nie ma też co dziecko na siłę kłaść w naszym łóżku, jeśli tego nie potrzebuje i zawsze warto zacząć od próby położenia go we własnym łóżeczku. Jeśli chodzi o przyzwyczajenia – fakt, dziecko lubi się przyzwyczajać do dobrego i rzeczywiście jak posmakuje spania z rodzicami, to nie szybko zmieni przyzwyczajenia. Ale z drugiej strony czy nie to co najlepsze chcielibyśmy dać swoim dzieciom? Dziecko naprawdę szybko się zmienia i prędzej czy później wyfrunie z gniazda – najpierw z łóżka, potem z domu:) A tak na poważnie podam przykład – był taki czas, że dzieci zupełnie się przeniosły do naszego łóżka (miały odpowiednio 3 lata i półtora), a potem mieliśmy przeprowadzkę i dzieci dostały swój oddzielny pokój. Wtedy z dnia na dzień się przyzwyczaiły, że odtąd będą spać we własnych łóżeczkach – wystarczyło że dostały naszą obecność przed zaśnięciem i to im wystarczyło, aby spać smacznie w swoim łóżeczku. A teraz, gdy się przebudzą późno w nocy lub nad ranem, to wędrują ze swoim dobytkiem do naszego łóżka:) Nie czuję, żeby mi to jakoś przeszkadzało, ale czerpię z tego radość. A o karmieniu to chyba muszę napisać jeszcze jeden wpis – ja karmiłam przez 2,5 roku i nie żałuję tej decyzji. Ale to też indywidualna sprawa każdego z rodziców. Tak więc niech każdy zrobi bilans zysków i strat (zawsze jest coś kosztem czegoś, pytanie tylko, co przeważa) i podejmie autonomiczną decyzję. Pozdrawiam życząc dobrych wyborów!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany


Wymagane