płatek śniegu_13.01

źródło: pixabay.com

 

Za nami nowe otwarcie. Nowy Rok – nowe możliwości, nowe plany i nowe siły.

Po raz pierwszy od wielu lat dokonałam pisemnego podsumowania mijającego roku. I okazało się, że był dużo ciekawszy niż początkowo przypuszczałam.

Na początku widziałam w nim wiele trudności, potknięć, strachu. Ale zyskał przy bliższym poznaniu.

Nagle dostrzegłam, że ten mijający rok bardzo dużo mnie nauczył. Że pozwolił mi przejść kilka kroczków naprzód w kierunku realizacji moich marzeń.

Czuję, jak spadają ze mnie kolejne maski. Z hukiem rozpadają się o ziemię. A ja zyskuję nową perspektywę i czuję coraz większą lekkość.

 

Ten rok upłynął mi pod znakiem zapytania, co jest tak naprawdę dla mnie ważne.

Zadawałam te pytania sobie, zadawałam je również mężowi, demaskując niemal każdą fałszywą nutę. Aż wreszcie zapytał, dlaczego wszystko widzę w czarnych barwach i stwierdził, że staje się to już powoli męczące.

W myślach przyznałam mu rację i przystopowałam. Przecież mam to, co najważniejsze i nie powinnam mieć powodów do dręczenia się myślami, że coś jest nie tak.

 

A jednak to nie jest w stu procentach prawdą.

Wiem, ile się człowiek musi przeczołgać po dnie swoich myśli i wyświetlić najdziwniejszych scenariuszy, aby dotrzeć do siebie.

Ile musi zadać pytań o sens wszystkiego.

Alternatywa jest prosta i kusząca. Obejrzeć miły serial, napić się dobrego winka, kupić nowy ciuch czy wreszcie zawrzeć kompromis z samym sobą, idąc do pracy która Ci daje pieniądze, ale odziera ze złudzeń, że możesz uczynić świat lepszym.

Robić wszystko, żeby tylko za wiele nie myśleć. Nie przyglądać się sobie, nie analizować. Płynąć z prądem. Żyć od poniedziałku do piątku, od poniedziałku do niedzieli.

 

Tylko że mnie już nie interesuje żadna z tych rzeczy. Dorosłam.

Dzieci. Lepsze jedzenie. Odejście Taty. Wszystkie te rzeczy spowodowały, że przeszłam prawdziwy kurs dojrzewania.

Już nie potrafię się zadowolić byle czym. Z jednej strony to świetna informacja, ale z drugiej strony powoduje zgrzyt, gdy jeszcze się nie umie żyć ‘po nowemu’.

Coraz lepiej zaczęłam rozumieć wszystkich tych, których życie przygniotło i nie potrafili się podnieść.

I wcale nie chodzi o to, że tacy ludzie są źli albo brakuje im piątek klepki. Po postu zabrakło im narzędzi i odwagi. A zbyt dużo było w nich marzeń i wrażliwości – niekoniecznie przystających do dzisiejszych realiów brutalnego czasami świata.

Zostali wciągnięci w otchłań alkoholu i innych używek, aby zabić w sobie marzenia o lepszym życiu i o tym, że mogą być ‘kimś’.

 

Na moje szczęście mi to raczej nie grozi. Mam męża, który jest moim oparciem w każdej sytuacji. Mam dzieci, dla których chcę być fajną mamą.

Nie grozi mi ulica, wykluczenie społeczne, czy popłynięcie z nurtem alkoholu czy papierosów, których po prostu nie lubię.

Tak, jestem w tym cholernie dobrym położeniu, że nie muszę iść do pierwszej lepszej pracy, bo inaczej nie przeżyję do pierwszego. I jeszcze muszę się z tego powodu tłumaczyć i czuć się winną – jak ona śmiała!

Czuję wdzięczność, że tak wiele osób i rzeczy mnie chroni. Mój Anioł Stróż na pewno nie próżnuje.

Z drugiej strony wiem, że moja konstrukcja psychiczna jest bardzo delikatna. Jestem typem ‘artystki idealistki’, dla której istnieje ‘wszystko albo nic’. Na zewnątrz twarda, w środku jak porcelana.

Wystarczy, że usłyszę o bitym dziecku, a mojej serce płacze. Tak bardzo czuję się połączona ze wszystkimi i wszystkim. Tak bardzo bym chciała, żeby świat był idealny, chociaż taki wcale nie jest.

Ale jednocześnie wierzę, że ludzie i świat, mimo swoich niedociągnięć, mogą być zwyczajnie dobrzy.

Dopiero teraz zrozumiałam, co czuł mój Tato, gdy mówił, że ‘świat jest taki niedoskonały’. Co przeżywał, gdy mówił, że trzeba zmienić to i tamto, a jednocześnie nie czuł w sobie wystarczającej siły, aby zacząć samemu zmieniać świat na lepsze.

Był wrażliwym idealistą, który skąpał się w morzu niedoskonałego świata i nieidealnej rzeczywistości.

 

Dlatego ja postanowiłam, że nie poprzestanę na chęciach, ale poszukam odpowiednich narzędzi. I znajdę w sobie odpowiednią siłę.

Los dał mi już wystarczająco dużo, aby zacząć. Reszty narzędzi muszę poszukać w gęstwinie codzienności.

To, nad czym chcę popracować, to odwaga.

Do tej pory nie do końca wierzyłam, że naprawdę mogę. Zaczęłam się wychylać w stronę ‘mogłabym’, ale wiem, że to za mało.

Ale teraz już nic mnie nie zatrzyma. Jestem jak rozpędzona kula śnieżna. Jestem na szczycie zbocza i właśnie zaczęłam toczyć się w dół.

Mimo lęku wysokości wiem, że już nic mnie nie zatrzyma. Nabieram rozpędu, zgarniając cały śnieg po drodze. I jestem coraz większa.

Jeśli ktoś patrząc z boku myśli sobie, że to wyłącznie zabawa i frajda, to jest w błędzie. Frajda będzie dopiero na dole, gdy będę ogromna i nie do zdarcia.

To nad czym chcę także popracować, to konsekwencja i codzienne szlifowanie talentów. Sam zapał i pomysły nie wystarczą.

 

Fajnie jest czasami pomyśleć o tym, że każdy dzień może być naszym ostatnim. To pozwala spojrzeć na siebie z odpowiedniej perspektywy. Nie ma już wtedy wymówek w stylu ‘zrobię to jutro’.

Nie chcę u kresu życia powiedzieć, że nie zrobiłam czegoś, bo się bałam. Nie chcę okazać się tchórzem.

Dlatego dzisiaj, pomimo strachu, chcę działać tak, jakby wszystko było możliwe.

Chcę próbować i robić zupełnie nowe rzeczy,  chociaż na moim ramieniu siedzi chochlik który się śmieje i mówi ‘nie uda Ci się’.

Chcę kierować się Prawdą, chociaż niektórym może się to nie spodobać. Tak, tym samym narażam się na krytykę. Ale wiem, że to nie ona powinna wyznaczać moją drogę albo kazać zawrócić.

Mam w głowie wdrukowane różne wzorce, które chcę zmieniać. Na przykład ten, że kobieta jest słabą płcią i że nie poradzi sobie tak dobrze jak mężczyzna. Nie chcę sobie radzić tak jak mężczyzna, bo jestem kobietą, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Dlatego chcę sobie radzić ‘po kobiecemu’ i wystarczająco dobrze.

 

Nowy dzień, nowy miesiąc, nowy rok są dla mnie nowym początkiem.

Zostawiam w tyle przeszłość, jednocześnie wyciągając wnioski z tego co było.

‘Włączam się do gry’, jak to ładnie ujęła Sheryl Sandberg. Siadam przy stole razem z innymi. To, co mam do powiedzenia, jest równie ważne jak wszystko inne co kiedykolwiek zostało powiedziane.

Jednocześnie pozwalam sobie na dziką przyjemność z samego faktu, że żyję.

Jedynymi osobami, którzy nie mają zmartwień, są ci, którzy leżą na cmentarzu. Dlatego akceptuję również swoje zmartwienia i wątpliwości, bo to oznacza, że wciąż jestem w grze. Grze zwanej życiem.

 

 

PS Kobiety (Mężczyźni również:) życzę Wam w tym Nowym Roku dużo odwagi i dużo siły. Zmieniajcie to, co możecie zmieniać, jeśli chcecie, aby wyglądało to inaczej niż wygląda obecnie. Niech nikt ani nic Was nie zatrzyma!

Jeśli macie ochotę na podzielenie się swoimi noworocznymi przemyśleniami i postanowieniami, to piszcie, bo będę się czuć zaszczycona mogąc je poznać!