Blog Kochane Dzieci

Nie ucz córki bycia miłą i grzeczną!

dziewczynka

 

 

Gdy przypominam sobie swoje dzieciństwo to jedna rzecz nie daje mi spokoju. Odkąd byłam mała wpajano mi, że mam być grzeczna i miła dla wszystkich. Nawet mój nienaganny strój miał manifestować ten stan (nie rób tego, bo się ubrudzisz!) Nikogo absolutnie nie mogłam urazić i wszyscy powinni mnie lubić. No właśnie, cień tego ostatniego do dzisiaj mnie prześladuje. Mam się zachowywać tak, aby nikt nigdy nie został przeze mnie urażony. A już absolutnie nigdy nikomu nie powinnam się postawić, nawet jeśli chcę bronić swoich racji (no przepraszam, są od tego wyjątki, do dzisiaj na przykład pamiętam sytuację, jak tato mi kibicował, gdy ‘biłam’ się z kolegą pod naszym domem, potem przez wiele lat jeden z moich pseudonimów brzmiał ‘karateka’:)

 

Dzieciństwo, czyli bądź grzeczna

 

Jako dziecko (a tym bardziej dziewczynka!) miałam zachowywać się tak, aby każdy mógł powiedzieć ‘jaka ona miła i grzeczna’. Mało czasu poświęcałam w dzieciństwie i wczesnej młodości na naukę tego, że czasami warto się komuś postawić, wyjść przed szereg i zawalczyć o swoje racje. Że warto głośno powiedzieć, że coś mi się nie podoba, nawet jeśli inni mogą mnie z tego powodu nie lubić. Że warto żyć swoim scenariuszem, a nie żyć według scenariusza, który ktoś dla mnie przygotował, bo tak wypada. Że wreszcie mam prawo, aby pójść do drugiej osoby i głośno powiedzieć, że czegoś chcę, bo mi się to należy.

Wolałam zatem coś stracić niż urazić kogokolwiek. Wolałam milczeć, niż wyjść na bezczelną. Wolałam uczyć się pilnie wszystkiego, chociaż nie wszystko tak samo lubiłam, niż wyjść na nieuka i lesera. Wolałam się nie ubrudzić, niż odkrywać świat kosztem brudnych spodenek czy koszulki. Wolałam tłumić swoje talenty, niż zaryzykować i skoczyć. Wolałam dopasować się do panujących reguł, niż być uznaną za ‚inną’. Wolałam to robić, mimo, że wcale nie czułam się dzięki temu szczęśliwsza.

 

 

Dorosłość – bądź grzeczna?

 

Wpajana zasada, że należy być grzeczną, jest ze mną do dzisiaj. Szczęśliwie już odkryłam, że posługiwałam się takim kodem i próbuję go zmieniać tam, gdzie to konieczne.

A gdzie jest to konieczne? Na przykład w pracy. Kobiety często mają gdzieś w sobie głęboko zakorzenione przekonanie, że to mężczyźni są od wytyczania nowych dróg i sprawowania władzy, a one są od parzenia kawy, tudzież skrupulatnego wykonywania poleceń mężczyzn i tworzenia miłej atmosfery w firmie. Nawet nie pisną, gdy chcą dostać upragnioną i zasłużoną podwyżkę, czekając, aż ktoś się tego domyśli i sam wyjdzie z inicjatywą. Nie mówiąc już o chwaleniu się. Jeśli kobietom coś wyjdzie, uznają to za szczęśliwy zbieg okoliczności. Oczywiście mocno to upraszczam, bo wiele się zmieniło, odkąd również kobiety zaczęły się piąć po szczeblach kariery.

Przypomina mi się tu historia z książki Sheryl Sandberg ‘Włącz się do gry’. Sheryl, kobieta na wysokim stanowisku w firmie facebook i jedna z najbardziej wpływowych kobiet w biznesie w USA, opowiada o spotkaniach na wysokim szczeblu korporacyjnej machiny (kiedyś nawet była na spotkaniu w miejscu, gdzie nie przewidziano toalet dla kobiet!), podczas którego mężczyźni siadają przy stole, a kobiety zajmują gdzieś miejsce z boku sali. Gdy poprosiła, aby kobiety usiadły przy stole, te czuły, że nie są dość wystarczająco dobre, aby skorzystać z tego przywileju! Bo obok bycia miłą kobiety mają wpajaną cichą zasadę, żeby się absolutnie nie wychylać i nie wychodzić przed szereg. Nadal normy społeczne nie nadążają za zmianami w sferze świata biznesu.

Kiedyś wśród kobiet pokutowała również opinia, że ta ma zapomnieć o swoich potrzebach i oddać się w pełni służbie na rzecz rodziny. Oczywiście ta służba jest wspaniałą rzeczą i jest szalenie potrzebna, ale pod warunkiem, że zarówno kobieta jak i mężczyzna grają do tej samej bramki.  Kobieta i mężczyzna mają być dla siebie partnerami i najlepszym wsparciem. Jeśli kobieta wypruwa z siebie całą energię oddając ją dzieciom, mężowi i domowi, a dla niej nic już nie zostaje, to nie jest to dobra sytuacja. Nie jest to dobre zwłaszcza w sytuacji, gdy mężczyzna, który wraca zmęczony z pracy (no tak, przez ten czas kobieta siedziała i pachniała, więc jest wypoczęta i ma siłę, aby harować dalej!), siada przed telewizorem z gazetą w ręku (teraz już nie gazetą, a komórką) i oczekuje, że kobieta będzie mu usługiwać. A już skandaliczna jest sytuacja, gdy mąż nie dość że żonie nie pomaga, to jeszcze ją gnębi fizycznie i psychicznie (no bo w końcu ma nad nią władzę, w tym finansową).

No tak, kobiety wreszcie powiedziały dość i zbuntowały się. Już nie chcą siedzieć cicho i słyszeć, że tylko ‘siedzą’ w tym domu i nic konstruktywnego nie robią. Też chcą robić karierę i rozwijać się. Odbiło się to czkawką na całej rodzinie – już nie ma czasu na ugotowanie obiadu, już nie ma kto zająć się dzieckiem i wreszcie cała rodzina ma coraz mniej czasu dla siebie.

 

 

Wychowanie dziewczynek a wychowanie chłopców

 

Myślę, że pod tym, co napisałam powyżej, mogłoby się podpisać wiele kobiet. Co więcej, jest tak, że dziewczynki i chłopców wychowuje się inaczej. Chłopcy mają prawo psocić i głośno się zachowywać, a dziewczynki muszą być ułożone, grzeczne i pomocne. Nikogo nie dziwi fakt, że dwóch chłopców bije się w przedszkolu (ach ten testosteron!), ale widok dwóch naparzających się dziewczynek w pięknych sukienkach – to byłby gorszący widok.

Gdy patrzę na swoje dzieci, to widzę, że otoczenie już pomału próbuje je wtłoczyć w takie ramy. Niestety, działa to jak namaszczenie – dzieci zaczynają się zachowywać według schematów, które ktoś kiedyś odgórnie ustalił. Mój syn (który pewnie napatrzył się w przedszkolu na starszych kolegów – ma 4 lata ale chodził do grupy z dziećmi w różnym wieku, również starszymi), czasami w domu zaczyna odgrywać rolę tego ‘złego’. Atakuje, krzyczy i przezywa. Córka zaś (ma 3 lata, chodziła do grupy razem ze starszym bratem) przejmuje rolę tej ‘dobrej’ (chociaż nie tylko, bo nie jest aniołkiem:) – łagodzi konflikty, troszczy się o innych i pociesza.

Analizuję to wszystko z boku i często zastanawiam się, jak reagować w danej sytuacji i co powiedzieć mojemu dziecku. Przecież to, co im powiem, wpłynie na ich przyszłe nawyki. A przede wszystkim będzie miało wpływ na postrzeganie przez nich swojej roli w społeczeństwie. Uważam, że mężczyźni i kobiety mają pewne naturalne predyspozycje (w końcu pierwotnie to mężczyzna chodził na polowanie, a kobieta troszczyła się o domowe ognisko) i powinni je wykorzystywać, ale tylko, jeśli przynosi to korzyści obu stronom i nic nie dzieje się kosztem słabszej strony.

 

 

Gdzie jest złoty środek?

 

Daleka jestem od tego, aby uczyć dzieci, że mają być niegrzeczne i mają krzywdzić innych. Nie uczę swoich dzieci, aby po trupach szły do celu, bez oglądania się na innych i bez dostrzegania ich potrzeb. Nie chcę, aby moje dzieci wyrosły na ludzi, którym brakuje empatii i które widzą tylko czubek własnego nosa.

Chcę wychowywać swoje dzieci podobnie, bez patrzenia na ich płeć i wiek. Myślę, że w przypadku dziewczynek praca do wykonania jest większa, ale o chłopcach też warto pamiętać. Dzieci są różne i możemy mieć zarówno władcze dziewczynki (moja córka często dominuje) jak i poddanych chłopców (syn w wielu sytuacjach jest bardziej uległy).

 

Jak zatem wychowywać dzieci, zwłaszcza dziewczynki i jakie przekonania w nich zaszczepiać? Poniżej znajduje się moja prywatna lista z dobrymi radami (warto, abyśmy my dorośli również o niej pamiętali). Celowo użyję rodzaju żeńskiego – mam nadzieję, że panowie to zrozumieją!

 

  1. Absolutnie nikt nie ma prawa Cię krzywdzić i manipulować Tobą – nie ma takiej osoby i takiej sytuacji, w której ktoś ma prawo krzywdzić Cię fizycznie (to jest przemoc!) lub psychicznie (to jest manipulacja!)
  2. Nie atakuj bez powodu, bo tylko spokój jest tarczą Prawdziwej Wojowniczki; jeśli jednak ktoś Cię krzywdzi, to masz prawo do obrony
  3. Masz prawo do własnej opinii, bez względu na to, czy się ona komuś podoba czy nie – nie daje Ci to jednak przyzwolenia, aby ranić inne osoby
  4. Nie każdy musi Cię lubić – i nie każdy będzie Cię lubił, ale rób swoje!
  5. Pamiętaj o własnych potrzebach – nie ma takiej sytuacji, która wymagałaby, abyś całkowicie zapomniała o sobie i swoich potrzebach – ktoś powie, że to egoizm, a ja mówię, że to zdrowy egoizm – paradoksalnie im lepiej dbasz o siebie, tym w lepszej kondycji jesteś (fizycznej i psychicznej) i bardziej możesz pomóc innym
  6. Jesteś niepowtarzalna i jesteś tu po coś – pamiętaj o tym – każda z nas ma swoją misję do wypełnienia i nie może jej wykonać za nas nikt inny; każda z nas ma swój unikalny talent i naszym zadaniem jest go odkryć i pielęgnować
  7. Idź własną drogą – nie bój się żyć według tego, co Ci podpowiada serce (ono chce dla Ciebie tylko dobrze), nawet jeśli cały świat mówi Ci, że nie powinnaś tego robić bo to głupie czy tego nie wypada – jednym słowem KEEP GOING
  8. Kieruj się sercem, ale niech pozostaje ono we współpracy z rozumem
  9. Kochaj – syć się miłością, nigdy nienawiścią
  10. BĄDŹ SOBĄ I NIGDY NIE UDAWAJ KOGOŚ KIM NIE JESTEŚ – możliwość bycia autentyczną to największy luksus, na jaki możemy sobie pozwolić w życiu!

2 Komentarze

  1. Ogromnie Ci dziękuję za ten tekst. W pierwszych akapitach widziałam siebie, w ostatnich widziałam myśli, które staram się uczynić moimi drogowskazami. Myślę, że te różnice w wychowaniu dziewczyn i chłopców robią też szkodę im poczuciu wartości i pewności siebie, w konsekwencji wpływając też na relację między dwiema płciami, chociażby w związku. Czasami czuję, że wciąż jestem tą małą, grzeczną dziewczynką, że wielu rzeczy mi nie wypada, że lepiej jest słuchać niż mówić. A potem się dziwię, że jestem sfrustrowana po spotkaniu w większej grupie, bo nie umiałam dojść do głosu.
    Bardzo dobry tekst powodujący wiele refleksji i dający siłę do walki ze swoją wewnętrzną grzeczną prymuską, dziękuję Ci za niego!

    • Dziękuję Ci za komentarz. Dzięki niemu mogłam na nowo powrócić do dawno napisanego wpisu… i znowu zastanowić się, jak to jest z tymi różnicami między chłopcami i dziewczynkami. Myślę, że trafiłaś w samo sedno problemu – te różnice szkodzą dziewczynkom w budowaniu ich poczucia własnej wartości i pewności siebie. A to są dwie kluczowe sprawy (choć nie jedyne), które pozwalają nam żyć tak jak chcemy. Doskonale wiem, jak trudno jest pracować z tak głęboko zakorzenionymi przekonaniami, ale wierzę, że się da i warto:) Chociaż to praca na lata, o ile nie na całe życie:) Ale świadomość tego jak jest jest pierwszym krokiem do tego, aby coś zmienić. Bardzo mocno trzymam kciuki za Ciebie, za siebie i wszystkie Kobiety! My kobiety mamy ogromną siłę i pora ją dobrze wykorzystać – z korzyścią dla nas i całego świata!:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany


Wymagane