Blog Kochane Dzieci

Nie czytaj tego teraz, jeśli właśnie bawisz się ze swoim dzieckiem

banka

 

Dzisiaj użyję małej prowokacji. A świat ją przecież ostatnio uwielbia. Ale żeby nie wyjść na osobę, która wszystko robi dobrze, dodam, że też się wiele razy łapię na tym, o czym za chwilę napiszę.

 

Jeśli bawisz się właśnie ze swoim dzieckiem (w domu, na spacerze, czy gdziekolwiek indziej), to nie czytaj proszę tego wpisu. Przeczytaj go na spokojnie, kiedy Twoje dzieci będą spać.

Dlaczego? Mam nadzieję, że w dalszej części znajdziecie na to pytanie odpowiedź.

 

Wydaje się nam, że jesteśmy idealnymi rodzicami. Rodzicami, którzy poświęcają praktycznie cały swój wolny czas dziecku (zwłaszcza temu małemu) i oddają mu całą swoją energię życiową. Właściwie wydaje się nam, że całe nasze życie jest podporządkowane sprawom dzieci. Tak bardzo, że czasami mamy dość. Dobrze, że dobrze o sobie myślimy jako rodzicach, chociaż niestety często nasze zachowanie mówi co innego. Dobra informacja jest taka, że nieważne jak źle by się działo, to można nad tym popracować. Na początku tylko warto sobie zdać sprawę z tego, że coś wymaga zmiany. Koszt jest śmiesznie mały, efekty zdumiewające.

 

Bycie mamą – jazda bez trzymanki (no chyba że telefonu)

 

Każda mama to potwierdzi – bycie mamą nie jest sielanką. Nie dość, że trzeba zaopiekować się dzieckiem, to jeszcze trzeba ugotować, posprzątać, uprać, zrobić zakupy. A gdy wróci mąż warto być jeszcze super żoną, wypoczętą i zadbaną. Do tego dochodzą jeszcze wizyty kontrolne u lekarzy, organizacja wspólnych wyjazdów (i związane z tym pakowanie), wyjścia tylko we dwoje, spotkania ze znajomymi i rodziną i wiele innych. Tak, łatwo nie jest i chyba nikt nie powiedział, że łatwo będzie. To powoduje, że teoretycznie jesteśmy cały czas z dzieckiem, ale ‘przy okazji’ robimy jeszcze dziesiątki innych rzeczy. To zrozumiałe, inaczej musiałybyśmy nie spać.

Coraz częściej do powyższej listy spraw dochodzi coś jeszcze. Warto być przecież online. Nie można tak zupełnie odciąć się od świata, skoro świat jest na wyciągnięcie ręki, a dokładniej – telefonu. Klikamy zatem gdzie popadnie, a sprawna ręka speców od marketingu już nas odpowiednio poprowadzi. Zaczynamy od jednej strony i nie wiadomo kiedy, a przenosimy się na dziesiątki kolejnych. Hulaj dusza, piekła nie ma! Piszemy, mailujemy, smsujemy, dzwonimy – staliśmy się niemal zakładnikiem naszej komórki. Komórki, która z założenia miała nam dać wolność i morze możliwości. Tymczasem ograbia nas doszczętnie z resztek czasu na pomyślenie o sobie i zajęcie się swoim życiem.

Z wypiekami na twarzy śledzimy, co się ostatnio wydarzyło u naszych znajomych, zapominając o dziecku obok, które tak bardzo jest spragnione naszej obecności i uwagi. I to nie tylko ciałem. Tymczasem dziecku zostawiamy małe ochłapy w stylu ‘tak Skarbie, mamusia już do Ciebie idzie’ albo strzępki rozmów z koleżanką w stylu ‘wiesz Sylwia, on się w ogóle mnie nie słucha’. A przecież doskonale wiemy same jak to jest – umiemy błyskawicznie ocenić, czy podczas naszego monologu mąż obecny jest z nami tylko ciałem, czy duchem również.

Podobnie jest z telewizją. Klik i mamy nowy kanał, a kanałów i programów jest cała masa. Tyle, że gdybyśmy usiedli do nich i non stop je oglądali, to by nam zabrakło na to wszystko życia. Ale nie chcemy przecież, aby coś nas ominęło. A że omija nas nasze własne życie, to już inna sprawa. A naszemu dziecku na pocieszenie włączamy super ekstra bajkę, taką w neonowych barwach, ale przecież mamusia jest zajęta. Okazuje się, że tego prawdziwego czasu z dzieckiem pozostaje w ciągu dnia niewiele. Jeśli w ogóle.

 

 

To jak żyć panie premierze, jak żyć?

 

Tak, też jestem mamą i wiem, że żeby ogarnąć się ze wszystkim potrzebujemy robić kilka rzeczy jednocześnie. Nasza wrodzona podzielność uwagi jest tu nieoceniona. Zatem jak pogodzić te wszystkie role z rolą mamy? Sama w pewnym momencie zadałam sobie to pytanie i zadaję sobie je do dzisiaj. Każdego dnia staram się być lepszą wersją siebie z wczoraj, doskonaląc wciąż rozwiązania i próbując ogarnąć cały chaos dookoła. Tak, nasze życie jest chaosem i musimy się z tym pogodzić, ale spróbujmy określić w tej otchłani jakiś porządek.

Co można zrobić na dobry początek? Oto moja subiektywna ale przećwiczona na ‘żywym organizmie’ lista:

 

  1. Pobądź ze swoim dzieckiem chociaż przez chwilę każdego dnia i bądź tylko dla niego

 

Wystarczy naprawdę chwila – 15 minut, pół godziny, czy godzina. Ale codziennie. Najlepiej określ sobie przybliżoną porę, która będzie dla Ciebie najdogodniejsza. Oderwij się od kuchni, pralki i tej nieszczęsnej komórki. To komórka ma nam służyć, a nie my jej. Zaszyj się ze swoim dzieckiem w pokoju, piaskownicy czy gdziekolwiek indziej i odtąd przez tę godzinę bądź tylko dla niego.

Baw się z dzieckiem jak dziecko, śmiejcie się, czytajcie sobie bajki, opowiadajcie sobie historie, układajcie klocki, bawcie się w chowanego, rysujcie lub wykopcie naprawdę wielki dół w piachu. Dostosuj formę zabawy do możliwości Twojego dziecka. Okazuj dziecku żywe zainteresowanie jego sprawami. Bądźcie  dla siebie jak najlepsi przyjaciele, którzy właśnie dokonują niezwykłego odkrycia.

Przyznaję, cały czas uczę się tej metody. Ale już po kilku dniach jej stosowania zauważyłam, że moje dzieci cieszą się ze wspólnej zabawy bardziej niż kiedykolwiek. Zaczęły wprowadzać mnie w swój świat, czując, że naprawdę ich słucham. Po takiej dawce bliskości możemy wrócić do swoich porządków, gotowania i sprzątania, a nasze dzieci spokojnie będą bawić się dalej. Ten zastrzyk energii będzie działać przez naprawdę długi czas. Dłużej niż najlepsza bateria!

 

  1. Dziecko nie oczekuje od Ciebie drogich zabawek, wspaniałego pokoju i bajek w telewizji – do szczęścia potrzebuje tylko i aż Ciebie – ale takiego prawdziwego

 

Pokazuj swojemu dziecku, kto tak naprawdę jest dla nas najważniejszy. Nie okazuj miłości przez prezenty i gadżety – okazuj je przez bycie blisko. Może znacie taką historyjkę o chłopcu, który zapytał swojego zapracowanego Tatę, ile kosztuje godzina jego czasu. Ten odparł, że 200 złotych. Chłopiec odszedł zasmucony, ale po jakimś czasie wrócił z prośbą o pożyczenie połowy tej kwoty. Tata się zdenerwował i zapytał, po co chłopcu te pieniądze. Wtedy on z dziecięcą szczerością odpowiedział, że chciałby wynająć tatę na godzinę, żeby się razem pobawili. Nie dopuśćmy do sytuacji, że stać nas będzie na każdy luksus, ale nie będzie nas stać na godzinę wspólnej zabawy z dzieckiem.

Dziecko naprawdę nie potrzebuje tych wszystkich gadżetów, na które w pocie czoła pracujemy. Potrzebuje nas, naszej miłości i bliskości. Gdy spojrzę na swoje dzieciństwo to pamiętam głównie tę wielką miłość i obecność swoich rodziców. Traktuję je jako cenny dar, który stale procentuje i pozwala mi być szczęśliwszym człowiekiem.

 

  1. Nie tańcz przed swoim dzieckiem ale stopniowo angażuj je w sprawy domowe

 

Wielu rodziców nieświadomie popełnia spory błąd, zwłaszcza gdy dziecko jest małe. Otóż swoim zachowaniem mówi dziecku ‘to teraz drogi Franku powiedz mi, na co masz ochotę, a mamusia się dostosuje’. Nagminne stosowanie tego mechanizmu może spowodować, że dzieci zaczną wchodzić nam na głowę a my będziemy sfrustrowani, no bo jak dziecko może się tak zachowywać, skoro daję mu całego siebie.

Spróbujmy inaczej. Już od początku wprowadzamy pewne zasady postępowania i obowiązki oraz wyznaczajmy jasne granice. Wiem, łatwo powiedzieć, ale trening naprawdę uczyni z nas mistrza.  Nie podporządkowujmy wszystkiego dziecku (nie licząc pierwszych tygodni i miesięcy, kiedy naprawdę warto być z dzieckiem i dla dziecka), ale pokazujmy mu, że są pewne rzeczy do zrobienia i każdy z domowników ma swoje zadania. Już małe dziecko może nam przecież pomóc rozwiesić pranie czy wymieszać produkty w misce.

To nie tylko da dziecku poczucie bezpieczeństwa, ale sprawi, że dziecko będzie się czuło potrzebne! Będzie to również okazja do tego, aby być z dzieckiem nawet w trakcie wypełniania codziennej listy zadań. Nie ma chyba większej frajdy dla dziecka, niż robienie tego, co robią dorośli!

 

  1. Ucz się delegować zadania

 

Wiem, to trudne, zwłaszcza dla osób, które wszystko chcą zrobić po swojemu i jak najdokładniej. Ale jeśli chcemy robić dobrze wiele rzeczy, to musimy mieć pomoc! Inaczej będziemy styrane każdego dnia wieczorem i coraz bardziej sfrustrowane. A to chyba najgorszy wariant mamy i żony. Spróbujmy podzielić się obowiązkami z mężem i z dziećmi i nie od razu zakładajmy, że zrobią to źle. A nawet jeśli, to musimy dać im się tego nauczyć. Osobiście ten temat to dla mnie dalej wyzwanie, ale pomału się uczę tego, że niekoniecznie muszę trwać przez cały czas przy dzieciach i mężu, a potem o północy gotować obiad na następny dzień. Przecież mąż może spokojnie wykąpać dzieci, a ja w tym czasie ogarnę kuchnię.

 

 

Powodzenia!

 

6 Komentarzy

  1. Hej Patrycja:-) Supertekst i świetne przemyślenia! Właśnie najciekawsze i najbardziej niesamowite jest to, że dzieciom bardzo szybko nudzą się zabawki, nawet te najdroższe, a nas i naszej uwagi im poświęconej nigdy nie mają dość, choćbyśmy codziennie bawili się w to samo, śpiewali te same piosenki itp.

    • Witam Jume! Dzięki za komentarz – podpisuję się pod tym, co napisałaś obiema rękami! Nawet mam w planach wpis o zabawkach:) Pięknie napisałaś, że naszej uwagi nigdy dość – nie odmawiajmy zatem naszym dzieciom tej radości, która jest zupełnie za darmo!!!:)

  2. Wpis o zabawkach na pewno się przyda:-)
    Ja ostatnio kupiłam książkę „Przed twoim urodzeniem”, która jest wspaniała! Tekstu nie za wiele, bo na każdej stronie jedno zdanie, ale jakie to są zdania! Nośniki pozytywnych emocji! A do tego wszystkiego obrazki – też niezwykłe i bardzo kolorowe. Najogólniej rzecz ujmując, książka w bardzo subtelny i delikatny sposób mówi dzieciom o tym skąd się wzięły:-) Chwyta za serce i wzrusza:-)

    • Och, dzięki Jume że mnie tak motywujesz i podrzucasz pomysły na wpisy:) Dziękuję również za podzielenie się opinią o książce – moje dzieci jeszcze nie pytają o to skąd się wzięły (chociaż dziwią się gdy mówię im że były kiedyś u mnie w brzuchu:), ale będę miała pomysł na książkę jak zaczną się dopytywać:) Jeśli chodzi o książki to ze swojej strony polecam ‚Zimę na ulicy Czereśniowej (i inne pory roku, chociaż akurat mamy tylko tą jedną). Zero tekstu za to wiele różnych szczegółów, gdzie wciąż można odkrywać nowe. No i można śledzić losy bohaterów – gdy moje dzieci jeszcze nie mówiły i szukaliśmy na kolejnych kartkach postaci, na przykład pana który spóźnił się na autobus, mieliśmy wszyscy niezły ubaw. Moje dzieci przez długi czas wracały do tej książki i chciały, żebyśmy ją wertowali kilka razy dziennie:)

  3. Nie ma za co, cieszę się, że mogę być pomocna:-)
    Moja córeczka jeszcze nie mówi, więc do tych pytań też daleko. Usłyszałam o tej książce w radiowej Trójce w jednej z audycji dla dzieci. Był tam przeczytany jej fragment, który do tego stopnia mnie zauroczył, że postanowiłam ją kupić i sama przeczytać całość 😉 he, he
    Książka, którą polecasz, również wygląda na ciekawą:-) Dzięki!

    • :) Nawet jeśli Twoja córeczka nie mówi, to Ty możesz mówić do niej. Kiedyś usłyszałam właśnie mądrą rzecz, że dziecko uczy się mówienia najpierw słuchając. Musi ileś razy usłyszeć daną rzecz, aby potem ją powtórzyć, oczywiście jak przyjdzie u niego gotowość na mówienie.A że my kobiety nie mamy problemu z mówieniem, to dobrze dla naszych dzieci (może właśnie między innymi po to tyle mówimy?:) Książek jest cała masa – fajnie jest wysłuchać czyjejś opinii, oczywiście sprawdzonej. No i zachować trzeźwość, samemu sprawdzając o czym jest książka. O, jeszcze mi się przypomniał jeden autor świetnych książeczek dla małych dzieci – tego nasze dzieci słuchały na zajęciach w klubie mam . Eric Carle i jego pięknie ilustrowane książki, między innymi ‚Czy chcesz być moim przyjacielem?’. Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany


Wymagane