serca

Źródło: pixabay.com

 

Słowa o kurze i ziarnie mocno utkwiły mi w pamięci. Nagle poczułam, że warto coś robić, nawet jak na początku nic się nie klei a my nie widzimy w naszym działaniu sensu. To zrodziło też we mnie przekonanie, że nawet jeśli poszukujemy odpowiedzi na jakieś pytanie, to nigdy nie wiemy, co po drodze odkryjemy. Bo może szukamy nie tego ziarna co trzeba, albo w ogóle nie szukamy ziarna,  ale źdźbła trawy? Może wreszcie to czego szukamy do niczego nie jest nam potrzebne, a rozwiązanie znajduje się tuż obok nas, albo w nas?

Jeśli chcecie dowiedzieć się o moich poszukiwaniach definicji ‚zdrowego odżywiania’ oraz poszukiwaniach sensu wszystkiego to zapraszam do wpisu!

 

USG i studzenie nerwów

 

Pamiętam, jak byliśmy z naszym kilkumiesięcznym synem na usg przezciemiączkowym, które wykazało, że syn podczas porodu prawdopodobnie miał małe niedotlenienie. Mogliśmy pluć sobie w brodę, że to czy tamto poszło nie tak, albo mogliśmy przyjąć to ze spokojem i akceptacją.

Nigdy nie zapomnę słów lekarza robiącego badanie, który stwierdził, że mimo tak zaawansowanej technologii wciąż praktycznie nic nie wiemy o ludzkim mózgu. Dodał, że tak naprawdę nie wiadomo, na ile to co widzimy na ekranie komputera to efekt ludzkiego działania, czy może zwyczajnie natura mózgu naszego dziecka. Trudno również określić, jak to wpłynie na życie naszego dziecka. Tym samym nie warto w ogóle gdybać, ‘co by było gdyby’…

Te słowa ostudzimy moje zdenerwowanie. I dały mi trochę więcej pokory.

Sens tych słów można przenieść na każdy aspekt naszego życia.

‘Nie przesądzajmy z góry, że coś, co pozornie uznajemy za niepowodzenie czy tragedię życiową, czymś takim jest w rzeczywistości. Nie mamy bowiem bladego pojęcia, jak ten fakt wpłynie na nasze dalsze życie i czy będzie przekleństwem, czy może błogosławieństwem!’.

 

 

Pokora, czyli jest jak jest i jest dobrze

 

Nie mam pojęcia, czy pokora przyszła do mnie wraz z wiekiem i doświadczeniem, wraz z różnymi życiowymi turbulencjami, czy może poprzez fakt, że stałam się mamą i moje sprawy przestały być pępkiem świata. Pewnie to mieszanka ich wszystkich.

Ale nie to jest tu najistotniejsze.

Mimo, że jestem w gorącej wodzie kąpana i często działam w myśl zasady ‘wszystko albo nic’, to mam coraz większą pokorę w stosunku do wszystkich spraw.

Już nic nie jest dla mnie oczywiste, włącznie z faktem, że żyję i celem, jaki ma temu życiu przyświecać.

Ale wciąż szukam.

I nawet jeśli jest bardzo źle, to myślę sobie, że jest jak jest i staram się iść dalej.

Akceptuję to czego nie mogę zmienić i staram się zmienić to, na co mam wpływ – te znane słowa coraz lepiej oddają mój sposób myślenia.

Działam i jednocześnie akceptuję.

 

 

‘Nawet ślepej kurze trafi się ziarno, trzeba tylko dziobać’

 

Niedawno na pewnej konferencji usłyszałam z ust pewnej kobiety to stwierdzenie i podziałało ono na mnie jak terapia wstrząsowa. Terapia na wiele znaków zapytania, które miałam w głowie.

 

Wiem jak wiele nie wiem, ale mimo to ‘dziobię’.

Dla przykładu – czym tak naprawdę jest zdrowe odżywianie?

 

Mimo, że przeczytałam wiele artykułów i książek o zdrowym odżywianiu, to wciąż tak naprawdę bardzo mało o nim wiem.

Kiedyś myślałam, że wystarczy zmienić sposób odżywiania, by zyskać zdrowie.

Potem myślałam, że trzeba jeść jak najwięcej zdrowych rzeczy, aby zasilić wyjałowiony organizm w zdrowy pokarm, eliminując jednocześnie pokarmy, które nas zatruwają.

Potem  stwierdziłam, że wystarczy oczyścić organizm z toksyn (np. poprzez post), aby pozbyć się wszelkich dolegliwości.

Potem uznałam, że trzeba zasilić organizm w niezbędną dawkę witamin i życiodajnych substancji, aplikując różne ziółka, mikstury i proszki.

Później odkryłam, że tak naprawdę nie musimy jeść wcale dużo, ale tyle, żeby organizm  mógł sprawnie funkcjonować. Oczywiście chodzi też o to, żeby dawać organizmowi tylko to co najlepsze i najzdrowsze.

 

I gdy już byłam niemal pewna, że odkryłam sekret zdrowia, to pojawiło się coś jeszcze

 

Nagle zdałam sobie sprawę z tego, że nie będziemy naprawdę zdrowi, jeśli nie pokochamy siebie. Jeśli nie będziemy stosować wszystkich złotych zasad zdrowego odżywiania i jednocześnie czuć, że zwyczajnie kochamy swoje ciało i siebie samych!

Na nic zdadzą się wszystkie diety i wyrzeczenia, jeśli będziemy traktować nasze stare nawyki jak przeciwnika na ringu, a organizm jak poligon doświadczalny.

Nic nam nie da to, że będziemy mówić naszemu organizmowi ‘masz być idealny, zdrowy i masz mi służyć, bo przecież zdrowo się odżywiam/ćwiczę/jestem na diecie/czy cokolwiek innego’, jednocześnie żywiąc do siebie niechęć, czy wręcz nienawiść.

Często robimy to na zupełnie nieświadomym poziomie, podkopując tym samym niesamowite możliwości naszego organizmu.

Jeśli nie uwierzymy, że naszym naturalnym stanem jest zdrowie i harmonia i nie ma co walczyć z wyimaginowanym przeciwnikiem, to będziemy żyć w ciągłym napięciu.

A długotrwałe napięcie rodzi przewlekły stres i po jakimś czasie również bardzo realne choroby!

 

Nasz organizm ma niesamowite siły, aby leczyć siebie (innych również!), ale musimy zaopatrzyć go w najlepszą broń (chociaż ‘broń’ to chyba nie najlepsze tu słowo).

Tą bronią nie jest wcale najzdrowsze jedzenie, ani żadna dieta, ale po prostu MIŁOŚĆ.

Jeśli kochamy siebie, jeśli kochamy i akceptujemy innych ludzi i świat dookoła, to nagle okazuje się, że wcale nie musimy z nikim walczyć! A zdrowie jest na wyciągnięcie ręki.

Nie można bowiem jednocześnie kochać siebie i zatruwać swojego organizmu jedzeniem naszpikowanym chemią albo przejadać się.

Zdrowie to nasz naturalny stan pod warunkiem, że będziemy stale połączeni z wibracjami o wyższej mocy, czyli wibracjami miłości.

 

Zamiast tracić cenną energię na walkę z tym czy z tamtym, możemy wprowadzić leczniczą energię miłości.

I jakkolwiek śmiesznie albo trywialnie to zabrzmi, to miłość naprawdę góry przenosi, włącznie ze strąceniem choroby z piedestału.

Bo im więcej o chorobie mówimy, tym więcej energii i siły jej dajemy. A wtedy nie dziwmy się, że zaczyna ona królować i panoszyć się tam, gdzie tego nie chcemy.

 

Kiedyś czytałam książkę Luise Hay ‘Możesz uzdrowić swoje życie’ i przyznam, że niejednokrotnie pukałam się w czoło.

Byłam w stanie przyznać jej rację w wielu sprawach, ale nijak nie mogłam zrozumieć tego, że choroba bierze się z braku miłości i z długo pielęgnowanych w sobie krzywd (które ktoś nam wyrządził, albo które sami sobie wyrządziliśmy). Nie rozumiałam, jak poprzez odpowiednie afirmacje i duchowe uzdrawianie swojej pokiereszowanej duszy można uleczyć własne ciało i pozbyć się fizycznych dolegliwości?!

Helo(ł)???

Jeśli dzisiaj nie rozumiesz tego mechanizmu, to wcale nie znaczy, że tak nie jest. Zaufaj mi, wiem coś o tym.

 

 

Kiedyś Cię znajdę

 

Gdybym nie zaczęła dziobać i nie przeszła przez cały proces takiego a nie innego myślenia o jedzeniu, nigdy nie doszłabym do miejsca, w którym jestem.

Czuję, że jeszcze wiele mam do odkrycia (w kwestii jedzenia, ale nie tylko!), ale jednocześnie czuję, że jestem bliżej Prawdy.

 

Czym jest Prawda?

 

Prawda to cel i sens wszystkiego.

Prawda to coś, co daje nam siłę.

Prawda to rozwiązanie dla wszystkich naszych spraw, również tych dotyczących choroby i naszego zdrowia.

Prawda to moc, z której możemy zawsze skorzystać.

Prawda to odzwierciedlenie naszej natury i natury wszystkiego co nas otacza.

Prawdo to harmonia i dobro.

Prawda to wieczność, która nie zna granic.

 

 

Po co było mi to wszystko

 

Mogłabym żyć sobie spokojnie, bez zastanawiania się nad sensem życia. Mogłabym szukać przyjemności, omijając wszystko to, co trudne.

Mogłabym się realizować, tworzyć siebie poprzez swoje osiągnięcia, poprzez tytuły i poprzez zdobyte rzeczy materialne.

 

 

Jest tylko jedno ale

 

To wszystko nie jest w stanie mnie nasycić.

Owszem, da przyjemność, ale tylko na chwilę.

Tak naprawdę ja nie jestem ani swoją wiedzą, ani swoim ciałem, ani tym, co kolekcjonuję sobie w pocie czoła.

Nie jestem nawet rolą jaką odkrywam w społeczeństwie – ani żoną, ani matką, ani nawet dzieckiem swoich rodziców.

Jestem czymś znacznie więcej.

 

Czym?

Może kiedyś się tego dowiem.

A na razie dziobię…:)

 

ps Napiszcie proszę, czy Wy też wyznajecie strategię ‚dziobania’, nawet jeśli to nie jest dla Was wygodne? Czy doszliście dzięki temu do jakichś sensacyjnych odkryć? Chętnie posłucham Waszych historii!