Blog Kochane Dzieci

Najtrudniejszy pierwszy krok…czyli słów kilka o początkach rodzicielstwa

Man footpring on a beach sand

Pojawienie się dziecka w rodzinie to wielki sprawdzian dla rodziców. Nagle na świat przychodzi Istotka, która przez wiele, wiele lat będzie potrzebowała troski i uwagi rodziców. A co za tym idzie, dużego zaangażowania z ich strony w sprawy dotyczące dziecka. Szczególnie na samym początku, przez pierwsze dni, tygodnie i miesiące. Odtąd czas na zainteresowanie się swoimi prywatnymi sprawami i sprawami partnera oraz możliwość spędzenia z nim wolnego czasu na wyłączność zostają mocno ograniczone, bo właśnie pojawił się w ich życiu ktoś jeszcze. Ktoś, kto mimo, że zapowiedział się dziewięć miesięcy wcześniej, nagle i w sposób gwałtowny przewrócił życie rodziców do góry nogami. Odtąd już nic nie będzie takie jak wcześniej.

 

 

Pamiętam, jak przyszliśmy ze szpitala z naszym synkiem do domu. O ile w szpitalu rytm nadawał prządek tam panujący i oczywiście potrzeby naszego maluszka, to w domu ten porządek i ład sami jako rodzice musieliśmy określić i stworzyć. Wróciliśmy do domu, położyliśmy naszego synka w łóżeczku, czekając aż po raz kolejny obudzi się na jedzenie, usiedliśmy na kanapie i… No właśnie, co dalej z nami będzie? Sytuacja była dla nas tak nowa i nieoczywista, że mieliśmy takie wrażenie, że jakby nagle w naszym pokoju wylądowali kosmici, to nie zdziwiłoby nas to bardziej niż fakt, że w naszej sypialni leży maluszek, który ‘wylądował’ na naszej planecie kilka dni temu i teraz bardzo nas potrzebuje. Śmialiśmy się razem z mężem, że nasz synek jest jak Kosmita i tak go czasami nazywaliśmy. A my, początkujący rodzice, mimo, że przeszliśmy tylko kurs teoretyczny (szkoła rodzenia, książki, opowieści innych rodziców) zajmowania się maluszkiem, to musimy zrobić wszystko, aby zapewnić mu bardzo realną, dobrą i jak najlepszą, opiekę.

Zajęcie się dzieckiem, zwłaszcza tak malutkim i w stu procentach zdanym na rodziców, które jedynie płaczem może wypowiedzieć swoje potrzeby, jest nie lada wyzwaniem. Ktoś, kto patrzy na to z boku i nie ma w tym temacie zbyt dużego doświadczenia, może pomyśleć, że to nie jest bardzo trudne. Przecież taki maluszek przez pierwsze kilka miesięcy swojego życia głównie śpi, a ‘jedyną’ rzeczą, której potrzebuje, to nakarmienie, zmiana pieluszki i kąpiel. Gdyby to było takie proste… To może zrozumieć tylko rodzic praktykujący. Nasłuchiwanie, czy dziecko oddycha, czy mu nie jest za gorąco, za zimno, czy płacze bo jest głodne, czy może dokucza mu jakiś ból, a może domaga się zmiany pieluszki? A może chce się po prostu przytulić i leżeć w ramionach rodziców godzinami? A może mu dokucza hałas, bo przecież dla niego przebywanie w gronie kilku osób głośno rozmawiającym jest jak czekanie na lotnisku, przy akompaniamencie startującego samolotu? Może to ząbki i dlatego nie chce spać w nocy? A może boli go brzuszek, bo mama zjadła jakąś nową potrawę? A może to już jakieś przeziębienie? Czy woda w wanience nie jest zbyt zimna, czy nie ma przeciągu, a może jest zbyt sucho w mieszkaniu, bo właśnie zaczęły grzać kaloryfery? Może jest zmęczone i dlatego marudzi, a może chce już pomału się wyciszyć przed drzemką?

Tysiące pytań, niektóre pozostające przez długi czas bez odpowiedzi. Rodzice, którym urodził się ‘Aniołek’ mają jeszcze jako tako dobrą sytuację. Ich dziecko rzeczywiście głównie śpi, a jak już się obudzi, to kwileniem daje znać, że potrzebuje nowej pieluszki i troszkę mleczka. Gorzej, jak mamy do czynienia z małym ‘Terrorystą’, który jeśli nie śpi, to głównie płacze. Nie pomaga bujanie, noszenie na rękach, śpiewanie. Czasami trzeba się posunąć do pewnych metod typu włożenie dziecka w foteliku do samochodu i jeżdżenie z nim ulicami w oczekiwaniu, aż dziecko uśnie, czy włączanie mu suszarki lub nagrania z suszarką w roli głównej. Ograniczeniem może tu być tylko wyobraźnia i możliwości rodziców.

No dobrze, nasze dziecko już z nami jest. I co dalej? Jak będzie wyglądało teraz nasze życie? Czy da się je jakoś na nowo poskładać i nadać mu jakiś ład?

Nie ma co ukrywać, pierwsze tygodnie nie będą łatwe i przyjemne. Czasami nie będzie czasu, aby spokojnie zjeść, wziąć prysznic czy nawet zrobić siku, bo oto w tym momencie, gdy zaplanowaliśmy taką aktywność, nasze dziecko płacze i domaga się wzięcia go na rączki czy wypicia mleczka. Można zapomnieć o siedzeniu przez długie godziny przed telewizorem, komputerem, czy w ogóle o kładzeniu się późno spać z takich czy innych powodów, bo nigdy nie wiadomo, jak będzie wyglądała kolejna noc. Czy nasze dziecko będzie dobrze spało, o której obudzi się rano i w jakim humorze. Musimy być przygotowani na każdą ewentualność i musimy zbierać siły do aktywnego udziału i walki na pierwszej linii frontu.

Pamiętam, jak nasz synek miał takie noce, gdy co chwila się budził, a potem wtulał się we mnie i godzinami się karmiliśmy. Później nawet przyjęłam taktykę, że w czasie takiego karmienia czytałam książkę, w nocy przy delikatnym świetle. Czasami w ciągu dnia nie dawał mi nawet zjeść, więc kładłam go na blacie kuchennym w nosidełku, on się bujał a ja próbowałam zjeść. Czasami w ciągu dnia domagał się prawie non stop jedzenia i tak się karmiliśmy godzinami. Nasz rekord, to prawie dziesięć godzin karmienia praktycznie non stop z małymi przerwami. Może chodziło nie tylko o jedzenie, ale o to przytulenie, które ma miejsce, gdy mama karmi swoje dziecko piersią? Ale tego nigdy dosyć więc się tak tuliliśmy do siebie godzinami. Czasami wspomagaliśmy się chustą do noszenia, którą owijałam synka, dzięki czemu mógł być blisko mnie i wtedy się uspokajał. Córeczka była bardziej wyrozumiała i gdy budziła się w nocy, to raczej na krótko – jadła szybko i równie szybko szła dalej spać. Również w ciągu dnia mniej płakała, chociaż i w tym przypadku musiałam uważać na to, by sprawnie zjeść swój posiłek zanim o swój posiłek będzie dopominać się ona. No ale przecież było nas już czworo a nie troje, więc i tak spraw do załatwienia było o wiele więcej.

Pamiętam również, jak ciężko sama znosiłam pierwsze tygodnie po urodzeniu synka. Rzeczywiście trzeba sobie dać czas, aby dojść do siebie po porodzie, co u mnie oznaczało również danie sobie czasu na to, aby rana po cięciu się trochę zagoiła. Pamiętam doskonale też taką sytuację, kiedy zignorowałam fakt, że moje ciało nie doszło jeszcze do pełni sił i wyszłam na chwilę coś załatwić. Po otrzymaniu smsa od męża, że synek wstał i potrzebuje aby pilnie go nakarmić, zaczęłam dość żwawo wracać do domu. Niestety w tym momencie organizm poczuł się słabiej a ja jak długa rozłożyłam się na chodniku. Teraz miałam do czynienia nie tylko z raną po cięciu, ale z dwoma porządnie stłuczonymi i zdartymi do krwi kolanami.

Ale również w sferze emocji musiałam dojść do siebie. Przez kilka pierwszych tygodni przeżywałam istną burzę hormonów, raz byłam spokojna, by zaraz potem wybuchnąć. Wszystko mnie mogło wyprowadzić z równowagi. Na szczęście mój mąż to przetrwał, a ja sama po tych kilku tygodniach zaczęłam się czuć dużo lepiej. Szczęśliwie nie musiałam przeżywać depresji poporodowej, chociaż myślę, że to dzięki temu, że stale czułam, że mąż i rodzina czule się mną i dzieckiem opiekują i mogę na nich liczyć w każdej sytuacji. Pamiętajcie więc panowie, że macie zawsze stać na straży bezpieczeństwa Waszej rodziny, nie tylko w sferze finansowej, ale może przede wszystkim w sferze emocjonalnej. To trudne dla osób, dla których liczą się zawsze ‘twarde dane’, ale tej empatii warto się uczyć, bo może się przydać. Oczywiście nie zawsze trzeba doradzić i znaleźć dobre rozwiązanie, ale przede wszystkim należy wysłuchać kobietę.

Poza zajęciem się sprawami dziecka, swoimi sprawami ‘pierwszej potrzeby’, trzeba jeszcze znaleźć czas na ogarnięcie domu, czy ugotowanie obiadu. Do tego dochodzi jeszcze zrobienie zakupów, tych spożywczych i tych związanych z wciąż zmieniającymi się potrzebami maluszka. Tu pomocni mogą okazać się dziadkowie czy najbliższa rodzina. Spodobało mi się kiedyś to, jak ktoś powiedział, że dziadkowie nie powinni przychodzić do maluszka wyłącznie po to, by go zobaczyć i dać mu prezenty, ale najlepsze co mogą zrobić, to przyniesienie zapasu jedzenia na tydzień i zapełnienie nim lodówki. I jeszcze trzeba załatwić wszelkie sprawy urzędowe, których też nie brakuje, gdy na świat przychodzi nowy człowiek. I jeszcze do tego wizyty kontrolne maluszka u lekarza i kontrola kobiety po porodzie. Gdy dziecko rodzi się chore lub dużo choruje, spraw jest jeszcze więcej. Jak widać, młodych rodziców czeka wiele zadań i wyzwań, ale na szczęście dla nich trening czyni mistrza. Organizacja czasu zostaje opanowana do perfekcji i możliwości rodziców w tym zakresie rosną bardzo szybko. Ważne jest, aby zawsze robić to razem, wspólnie, z myślą o dobru całej rodziny. Wtedy nie ma rzeczy niemożliwych i spraw nie do załatwienia.

Dla kogoś, kto zostaje mamą i tatą po raz pierwszy, może się wydawać, że taki stan wiecznej gonitwy, niepewności i wciąż wydłużającej się listy spraw do załatwienia, nie ma końca. Może rzeczywiście tak jest. Ale najtrudniejsze są te pierwsze kroki, pierwsze miesiące, potem jest naprawdę już coraz łatwiej. Nie oznacza to, że jest mniej obowiązków, ale gdy pierwsze emocje opadną, okazuje się, że coraz łatwiej jest nam odczytywać potrzeby dziecka, rytm dnia dziecka się normuje, a my mamy coraz więcej umiejętności w zajmowaniu się maluszkiem i organizowaniu naszej nowej mapy życia.

2 Komentarze

  1. Rzeczywiście pierwsze dni z maluszkiem są trudne ale jest się w pewnym rodzaju szoku i transie i człowiek skupia się tylko na jednym celu – na dziecku :-) Ale to szybko mija, dziecko się zmienia i nawet sama obserwacja tego procesu daje wiele radości. No i zgadza się że kobiety mają na początku wyjątkowo ciężko bo na nowe obowiązki nakłada się jeszcze dochodzenie do siebie po trudach porodu. Ale pamiętajcie że zawsze możecie liczyć na swoich mężczyzn! :-)

    • kochanedzieci

      18 października 2014 at 22:08

      Tak, zgadzam się, na początku jest szok i niedowierzanie, jak, skąd i co dalej? Ale na szczęście ten szok jest bardzo mobilizujący:) Oby wszystkie mamy mogły powiedzieć, że mogą liczyć na swoich mężczyzn! Tego życzę wszystkim kobietom! Tak trzymać Andrzeju!:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany


Wymagane