kawa

W pierwszym wpisie na temat odżywiania pisałam o tym, jakie menu królowało kiedyś na moim stole i o tym, jak się po nim czułam. Na szczęście dla mnie ten okres mam już za sobą i oby nigdy nie wrócił (chyba tylko jakiś kataklizm mógłby mnie przekonać do jedzenia czegokolwiek). Problem leży jednak w tym, że większość społeczeństwa je tak ja jadłam kiedyś lub jeszcze gorzej, nie zdając chyba sobie sprawy z konsekwencji takiego działania. Wielu osobom się wydaje (ja kiedyś też tak myślałam), że jeśli nie stołuje się w barach szybkiej obsługi i swoje dania przygotowuje głównie w domu, to je smacznie a przy tym zdrowo.Niestety, spełnienie tego punktu nie wystarcza w większości przypadków do tego, by zdrowo się odżywiać.

 

 

Nie oznacza to jednak, że zdrowe odżywianie jest trudne, że wymaga dużo czasu, umiejętności i pieniędzy. Jest dokładnie odwrotnie, chociaż wielu osobom się wydaje, że tylko ‘wybrańcy’ mogą jeść zdrowo. Zdrowe jedzenie to zwykle bardzo proste jedzenie, mało przetworzone i łatwe do przyrządzenia. To jedzenie, które odżywia każdą komórkę naszego ciała. Bo wbrew temu co mogłoby się wydawać, często osoby które jedzą bardzo dużo, wręcz są otyłe, to osoby skrajnie niedożywione! Tak, niedożywione, bo nie dają swojemu organizmowi nic, co mogłoby się stać solidnym budulcem dla ich organizmu! A tłuszcz, który odkłada się tu i ówdzie, wypryski na skórze i inne tego typu kwiatki to tylko wołanie organizmu o pomoc, próba wyrzucenia wszystkich toksyn na zewnątrz organizmu. Pamiętajmy, że organizm jest ze swej natury bardzo mądry – gdy dostaje śmieciowe jedzenie, zatrute chemicznymi substancjami, próbuje je jak najdalej odsunąć od ważnych organów znajdujących się wewnątrz organizmu. Próbuje je w tym wydalać poprzez skórę, która jest ‘najdalej wysuniętym punktem’ w ludzkim ciele. Tłuszcz stanowi dodatkowe zabezpieczenie.

Niestety, na to wszystko nakłada się jeszcze jeden aspekt – ci, którzy znaleźli się już ‘po tej drugiej stronie’ i postanowili diametralnie zmienić swoje nawyki żywieniowe, często uznawani są za odmieńców, dziwolągów, wręcz za członków jakiejś sekty żywieniowej. Dziwnie się na nich patrzy na przyjęciach, słucha się totalnie bez zrozumienia, jakby byli przybyszami z kosmosu. Powątpiewa się w to, czy aby na pewno się nie głodzą, wyzbywając się wszelkich przyjemności tego świata związanych z jedzeniem, i czy przypadkiem nie głodzą swoich dzieci, które nie jedzą tak jak typowy kilkulatek. Ja też kiedyś nieufnie patrzyłam ‘na obcych’, którzy jedli inaczej niż ja i typowy Polak. Wiele lat temu miałam okazję spotkać się z takimi osobami i posłuchać co mają do powiedzenia, ale kompletnie mnie to nie przekonywało. Ba, nie tylko mnie to nie przekonywało, ale wręcz do mnie zupełnie nie docierało. Byłam jak ściana, niewzruszona. Musiało upłynąć wiele lat, w ciągu których moja stara dieta powoli ale skutecznie czyniła małe pustynie w moim ciele, miejsca bez śladu życia. Aż wreszcie czara się przelała, mój organizm powiedział dość i ja mu zawtórowałam. Dojrzałam do zmian i dojrzało we mnie przekonanie, że warto się ich podjąć. Wtedy zaczęłam naprawdę słuchać tego, co mają mi do powiedzenia osoby, które już znalazły się po tej drugiej stronie, które często tak jak ja kiedyś szukały zmian, by wreszcie się ich podjąć.

Dzisiaj już wiem, dlaczego z mojej strony był taki opór. Bo to nie lada wyzwanie zaprzeczyć wszystkiemu, co było treścią naszego życia (tu akurat w kwestii odżywiania, ale dotyczyć to może każdej innej sfery naszego życia) i nie lada wyzwanie, aby zmienić swoje nawyki, każdy nawyk, w tym nawyk związany z żywieniem. Bo każda zmiana rodzi opór. Wymaga odwagi wyjścia z pewnej strefy komfortu, którą jest to, co dobrze znane i stosowane od lat. To tak jakby zakwestionować coś, co dotąd robiliśmy, uznając, że nie robiliśmy tego w najlepszy możliwy sposób, sposób który byłby dobry dla nas. Wymaga to również dużej pracy nad sobą, aby z sukcesem zmieniać dotychczasowy sposób postępowania.

I tu od razu jedna z wielu moich propozycji – kiedyś przeczytałam fajną radę, którą sama stosuję na sobie i którą uważam za bardzo cenną. Otóż aby zmienić jakiś nawyk nie warto zabrać się do tego w ten sposób, że nagle robimy ‘atak’ na ten nawyk i próbujemy go zniszczyć. Może to doprowadzić do tego, że odbuduje się jeszcze silniejszy, a my z podkulonym ogonem wrócimy do tego, co znamy.Lepszą taktyką będzie sukcesywna praca nad tym, aby to co chcemy zmienić, sukcesywnie zastępować i zapełniać czymś innym, przez nas pożądanym. Ja tę strategię stosuję między innymi w pracy nad zmianą swoich nawyków żywieniowych.

Zmiana mojego menu nie polegała i nie polega na tym, że nagle rzuciłam w kąt to, co jadłam kiedyś. Taka taktyka mogłaby doprowadzić do tego, że z dnia na dzień po prostu przestałabym jeść, nie mając żadnej rozsądnej alternatywy, a to nie jest na pewno dobry sposób na zmianę (przynajmniej nie w długim okresie czasu). Na początku zastanowiłam się, co chciałabym zacząć jeść ze względu na to, jakie to coś ma właściwości. Potem zaczęłam stopniowo zapraszać owe rzeczy na swój talerz. Im więcej i częściej to robiłam, tym bardziej (w naturalny sposób) stare, niekoniecznie wartościowe pokarmy, odchodziły (i wciąż odchodzą) w kąt. Moja praca przebiega pewnymi etapami, nie jest rzuceniem się na głęboką wodę, bez gwarancji, czy dno jest wystarczająco głęboko.

Pisząc teraz to wszystko chcę Ci przekazać pewną ważną rzecz. Ty też tak możesz. Możesz. Nie jesteś do tego przymuszony, bo to Twoja dobrowolna decyzja. Ja Ci mogę tylko podpowiedzieć, jak ja to zrobiłam. I dodać, że warto, bo moje życie zmieniło się na lepsze po tym, jak odkurzyłam swoje codzienne menu. Odkurzenie, to trochę słabe słowo. Moje menu dokonało wielkiej rewolucji. Tak jak i moje samopoczucie i zdrowie. Ale to tak naprawdę początek i pewnie większość zmian dopiero przede mną. Aż boję się pomyśleć, ile jeszcze fajnych rzeczy wydarzy się w moim życiu.

Jakie są podstawowe założenia, leżące u podstaw tej zmiany?

Jest ich wiele, ale tu chcę powiedzieć chociaż o kilku z nich. Prawdziwe jedzenie to jedzenie, które stworzyła natura, nie człowiek. Z tego też powodu prawdziwego jedzenia nie znajdziemy na półkach sklepowych. Tam są tylko atrapy jedzenia.Może ładnie wyglądają, może nawet ładnie pachną i smakują, ale to wciąż atrapy. Muszą ładnie wyglądać, pachnieć i smakować, bo inaczej nikt by ich nie kupił. A jeśli ich nie kupi, to ktoś na tym biznesie nie zarobi. Niestety, co gorsza, jedzenie z półek sklepowych nie tylko nie jest dobre dla nas i dla naszego organizmu, ale wręcz mu szkodzi. To jedzenie ma w sobie szereg dodatków i ulepszaczy, aby mogło kusić nas tym swoim wyglądem i zapachem oraz po to, aby mogło stać miesiącami czy latami na półce sklepowej. Weźmy na chwilę pod lupę na przykład jedzenie w puszce. Czy pomyślelibyście, że takie jedzenie było kiedyś wymyślone na czas wojen i kataklizmów, aby można było je zrzucić ludności z samolotu i aby ten zrzut wytrzymało? A my się tak nim teraz zajadamy, mlaskając z zadowolenia.

Takie jedzenie pomału ale sukcesywnie zabija nasz organizm. Oczywiście nie dzieje się to od razu, z dnia na dzień, ten proces może trwać latami. Czasami przez długie lata rozwija się w ukryciu, czasami daje drobne bagatelizowane przez nas objawy, aż wreszcie wybucha i trudno wtedy łatać to, co po tym wybuchu pozostało. Możemy nazwać to alergią, nadciśnieniem, depresją, cukrzycą, nowotworem, czy czymkolwiek innym z listy chorób. My to nazywamy ładnie ‘chorobami cywilizacyjnymi’, ale tak naprawdę to efekt tego, co wkładamy do naszego ciała (i naszego umysłu). A gdy ‘to coś’ się przyplącze, to idziemy do lekarza, apteki, aby temu czemuś zaradzić. Zapominamy o tym, że organizm wysyła nam sygnał, że coś jest nie tak, że z czymś sobie już nie radzi, że usilnie prosi nas o pomoc i o to, abyśmy wreszcie dali mu coś, dzięki czemu odżywi nasze umierające komórki i tkanki.

A my co robimy? Mówimy mu ‘siedź cicho, lekarz wie lepiej, co w takiej sytuacji robić’. Jak mnie coś boli, to niech mi da coś, co wyeliminuje ten ból. No właśnie, wyeliminuje ból, a problem wciąż pozostaje. I wciąż narasta, bo już nawet nie słyszymy wołania o pomoc płynącego z naszego ciała. A gdy już nawet bólu nie będzie można wyeliminować, to jeszcze można coś wyciąć w naszym organizmie tu i ówdzie i zastąpić czymś sztucznym lub znowu dać leki, które dadzą to, czego już nie może dać wycięty wcześniej organ. Nasz organizm jest w stanie znieść bardzo dużo, jest w stanie sam świetnie troszczyć się o tę naszą fizyczną powłokę lub w razie czego ją zregenerować, ale my usilnie mu przeszkadzając, bardzo utrudniamy mu to zadanie. Wreszcie odmawia nam posłuszeństwa, a my się dziwimy, ‘no jak to, przecież jestem taki młody, a tu taki czy owaki problem?’. Alergia u kilkuletniego dziecka, zawał u dwudziestolatka, cukrzyca u czterdziestolatka, nowotwór u pięćdziesięciolatka, jakoś takie sytuacje coraz mniej zaczynają nas dziwić…

To, co naprawdę nas żywi, nasz umysł i ciało, to dary samej Matki Natury.Warzywa, owoce, orzechy, nasiona, suszone owoce. To oczywiście nie jest zamknięta lista (można by dodać jeszcze kasze, zdrowe oleje i szereg innych pomniejszych), ale te powyżej są kluczowe dla zachowania zdrowia. I to one powinny być podstawą naszego żywienia. Kiedyś tego nie rozumiałam, Ty może jesteś teraz na takim etapie życia, że też nie przyjmujesz do wiadomości tego faktu. Może musi upłynąć trochę czasu, aż powiesz ‘Wow, to tak działa! To takie proste, szkoda, że wcześniej tego nie zauważyłem!’. I powtórzę to jeszcze raz, lekarstwa nas nie leczą, mogą one co najwyżej zatuszować nasze problemy zdrowotne, lepiej lub gorzej. To, co naprawdę nas odżywia, to dary samej natury. Dzięki nim nasze organizmy mogą przez długie lata żyć w stanie pełnego zdrowia. A starość nie musi przybrać formy comiesięcznego udawania się do lekarza po kolejny lek, który pozwoli nam powegetować kilka następnych miesięcy lub lat.

Nasze ciała zostały tak zaprogramowane, że mogą przez długie lata (sto lat a nawet więcej), żyć w pełni sił i witalności! Ktoś może się w tym momencie zaśmiać i powiedzieć, że to niemożliwe, a ja Wam mówię, że jest to możliwe. Są tacy ludzie i takie miejsca, gdzie starość jest radosnym, pogodnym i bardzo powolnym żegnaniem się z tym światem, ale będąc w pełni władz fizycznych i umysłowych! Dzisiejszy świat nie ułatwia nam wcale tego zadania, oferując na każdym kroku coś, co wygląda jak jedzenie, ale nim nie jest. Na szczęście nadal mamy nasze głowy, serca i myślenie, które mogą nam pomóc żyć tak, abyśmy byli zdrowi i w pełni sił. I to od naszych wyborów zależy stan naszego zdrowia, przynajmniej w znacznej jej mierze (nie licząc sytuacji i spraw, na które nie mamy zupełnie wpływu).

Chcę jeszcze na koniec tego wpisu podkreślić jedną rzecz. Ten blog nie rości sobie praw do bycia blogiem kulinarnym ani mówiącym wyłącznie o żywieniu. Jednak uważam, że żywienie jest kluczową sprawą w osiągnięciu radości życia i życia pełnią sił, dotyczy to zarówno nas jak i naszych dzieci. Stąd będą pojawiać się na blogu treści na ten temat. Treść ta będzie efektem moich poszukiwań, o których bym Wam chciała trochę więcej opowiedzieć. Nie roszczę sobie też praw do bycia lekarzem ani żadną wyrocznią w sprawie ustalania komuś diety. Moim celem jest po prostu pokazanie pewnego sposobu odżywiania, który stosuję i który daje mi oraz całej mojej rodzinie dużo sił, radości i polepsza nasze zdrowie i samopoczucie. Nie chcę nikogo przekonywać na siłę, żeby zmieniał swoje nawyki żywieniowe. Nie w tym rzecz. Proszę jednak z drugiej strony o nie kwestionowanie metod przeze mnie opisanych już z samego założenia, bez wcześniejszego ich wypróbowania (a wypróbowanie ich to przynajmniej okres miesiąca, w czasie którego ktoś będzie stosował się do wskazówek tu zawartych). Sama czasami mam dylematy, jak w danym temacie postąpić, bo czasami zdania i opinie na jakiś temat są różne. Dlatego wciąż poszukuję, czasami zmieniam sposób postępowania, gdy widzę, że inny bardziej mi służy. Coraz łatwiej też przychodzi mi słuchanie swojego organizmu, który podpowiada mi, czego i w jakiej postaci w danym czasie potrzebuje. Zachęcam Was również do dzielenia się swoimi doświadczeniami z zakresu odżywiania. Wtedy będzie mogło na tym skorzystać więcej osób.

 

PS Temat jedzenia jest naprawdę ogromny. Informacje o nim muszą być dozowane. Zapraszam zatem do kolejnych odcinków:)