Blog Kochane Dzieci

Jak prowadzić edukację żywieniową dzieci – zwłaszcza tych przedszkolnych!

jablkoiksiazki

Uważam, że jeśli dzieci są małe, to łatwiej jest je karmić zdrowo. Jeśli są starsze, to kłopot jest większy, bo nagle odkrywają, że nie wszędzie i nie zawsze je się zdrowo. Nie oznacza to jednak, że mając starsze dzieci musimy wywiesić białą flagę i skończyć ze zdrową kuchnią.

Dzisiaj krótko podsumuję to, jak można uczyć małe dziecko jedzenia zdrowych rzeczy (więcej o tym pisałam tutaj). Przede wszystkim jednak podzielę się sprawdzonymi przeze mnie metodami na to, aby uczyć starsze dzieci (przedszkolne) tego, co warto jeść a czego unikać i dlaczego.

 

Jeśli chcemy uczyć małe dziecko zasad zdrowego odżywiania (w praktyce!), to powinno być spełnionych kilka warunków, m.in. następujące:

  1. Tata i Mama jedzą to samo, a w domu nie kuszą ani nas ani dziecko słodkie przekąski, czy inne mało wartościowe jedzenie
  2. Nie zapychamy dziecka zapychaczami (kajzerkami, słodkimi bułkami, ciasteczkami, flipsami itp.), które nic dziecku nie dają pożytecznego, a skutecznie zabijają głód nawet na wiele godzin
  3. Jeśli dziecko nie chce czegoś zjeść, to nie dajemy mu w zamian typowych dań tylko dlatego, żeby przypadkiem nie było głodne – dziecko szybko się nauczy tego mechanizmu – zamiast tego warto poczekać, aż dziecko po prostu zgłodnieje – wiem, że to próba sił pomiędzy rodzicem a dzieckiem, ale warto raz czy drugi tak zrobić i zobaczyć jakie będą efekty – pamiętajmy, że zwykle człowiek je za dużo niż za mało i naprawdę daleko mu do śmierci głodowej
  4. Jeśli zdążyliśmy przyzwyczaić nasze dziecko do kiepskiego jedzenia, to dużo trudniej jest je nakłonić do zdrowych posiłków – dalej jest to możliwe, ale jest już o wiele trudniejsze i wymaga czasu oraz wytrwałości z naszej strony – musimy proponować, dawać przykład, proponować po raz dziesiąty itd.
  5. Edukujmy nie tylko dziecko, ale całą rodzinę, w tym babcie – naprawdę mamy prawo odżywiać nasze własne dzieci na naszych własnych zasadach!

 

 

No dobrze, ale co zrobić w sytuacji, gdy nasze dziecko pójdzie do przedszkola, posmakuje już tych wszystkich rzeczy, których do tej pory unikaliśmy w diecie dziecka i coraz trudniej jest je przekonać do jedzenia naszych zdrowych propozycji?

Mój syn ma teraz 4,5 roku. Córka nieco ponad trzy lata. Teraz bardziej niż kiedykolwiek pracujemy nad pielęgnowaniem ich nawyków, które wyniosły z domu (jak to brzmi:)

 

 

Mam dla Was kilka wskazówek jak przekonać starsze dziecko do jedzenia zdrowych posiłków:

 

1. Po pierwsze nie odpuszczajmy! Jeśli dziecko przestawiło się na tryb jedzenia nieco innych posiłków, mniej lub bardziej zdrowych, to nie oznacza to, że takie posiłki mają być standardem w domu – jeśli w domu my jako rodzice będziemy jeść zdrowo, a nasza lodówka i półki pełne będą zdrowych rzeczy, to dziecko nauczy się, że to jest coś normalnego w naszym domu – pamiętajmy, że naprawdę jest tu bardzo ważny nasz przykład

2. Druga bardzo ważna rzecz to edukowanie dziecka – często wydaje się nam, że nasze dzieci są zbyt małe, żeby zrozumieć wiele rzeczy – i okazuje się, że często się mylimy! Od wielu, wielu miesięcy wciąż powtarzam swoim dzieciom, jak duży wpływ na nasze zdrowie ma to co jemy – moje dzieci doskonale wiedzą, że warzywa, kasze, owoce są bardzo zdrowe i powodują, że nie chorujemy, a na przykład słodycze nam szkodzą

 

Jako przykład, że taka edukacja ma sens, podam Wam kilka sytuacji z życia wziętych:

  • Moje dzieci wiedzą, że warto jeść warzywa, zwłaszcza gdy gorzej się czujemy – mało tego, moja trzyletnia córka robiąc kiedyś wieczorem siku zaczęła mi wymieniać, że ona ‘lubi ogórki kiszone, ogórki zwykłe, sałatę i natkę’ – wymieniła to wszystko, bo kiedyś jej powiedziałam, że najzdrowsze wśród warzyw są te o zielonym kolorze:) To nic, że ostatnio nie chce jeść natki – nawet jak czegoś nie chce jeść, to jak mantrę powtarza, co powinno się jeść i w pewien sposób edukuje samą siebie!
  • Cała rodzina, w tym nasze dzieci, wie, że na przeziębienie dobra jest witamina C – spożywamy ją w postaci sproszkowanej (czyli kwas L-askorbinowy, kupujemy go w Internecie – koszt to ok. 40 zł za kg), ale również w postaci naturalnej, jedząc cytryny czy natkę – kiedyś córka gdy usłyszała, że Tata kaszle od razu stwierdziła, że Tata nie jadł natki i się rozchorował:) A dzisiaj zszokował mnie mój syn, któremu dałam zupę pomidorową z kaszą – powiedział – cytuję ‘kto mi nakładał zupę i dlaczego nie mam natki!’, po czym stwierdził ‘jak jest zimna i jest zimno to ja lubię jeść natkę’
  • Szczęśliwie syn nie przepada za słodyczami – gdy jesteśmy w gościach to zje kawałek ciasta czy nawet cukierka w przedszkolu (niestety jest zwyczaj, że dzieci które mają urodziny przynoszą innym dzieciom coś słodkiego;(), ale nie chce jeść ich więcej, natomiast córka uwielbia słodycze i gdy ma okazję, to zajada się słodkościami (na szczęście nie zdarza się jej to zbyt często) – ale nawet wtedy powtarza, że ‘można zjeść tylko jeden cukierek, nie więcej’ (wie, że brzuszek i ząbki tego nie lubią) – mimo, że jest przecież tylko dzieckiem i zwykle nie kończy się na jednym kawałku ciasta to doskonale wie, że to jest coś, co szkodzi (szczęśliwie jej miłość do słodkich rzeczy nie boli mnie aż tak bardzo, bo naprawdę na co dzień potrafi zjeść większość rzeczy, które jej proponuję – syn jest pod tym względem bardziej problematyczny)
  • Kiedyś córka się zapytała, co to jest wirus – odpowiedziałam jej, że są to takie stworki których nie widać, a które lubią zaatakować nas, gdy jemy niezdrowo lub gdy jesteśmy osłabieni, dodałam, że jedząc zdrowe rzeczy możemy skutecznie je odpędzać nawet jeśli gdzieś są obok nas – dzisiaj jedząc z dziećmi jabłko nagle córka stwierdziła, że jak jemy takie jabłuszko to mówimy wirusom asio!
  • Przyznam, że czasami uciekam się do sposobów, których jako ‘mądry’ rodzic powinnam unikać – no cóż, staram się pilnować, ale zdarza mi się powiedzieć swoim dzieciom, że jeśli tego nie zjedzą, to rozchorują się i wylądują u lekarza, albo co gorsza, w szpitalu – ostatnio np. syn złapał wirusa i gorączkował przez trzy dni – czasami nie chciał pić wody z cytryną i witaminą C, a wtedy mu mówiłam, że jak tak dalej pójdzie, to wyląduje u lekarza i będzie brał niedobre lekarstwa – wtedy natychmiast chwytał za kubek z tą mieszanką

 

3. Polecam, aby w różnych zakamarkach mieć różne wersje zdrowych rzeczy – niech te rzeczy staną się pierwszym wyborem dziecka gdy tylko otworzy lodówkę czy szafkę w kuchni – niech nasze półki uginają się od różnych warzyw (w tym, w okresie jesienno-zimowym, również kiszonek, czyli kiszonych ogórków i kapusty!), miejmy zawsze pod ręką kaszę gryczaną niepaloną czy jaglaną, gdy nasze dziecko nagle zgłodnieje i samo nie do końca będzie wiedziało, na co ma ochotę (taka kasza wspaniale ogrzeje mały organizm dziecka i będzie wyciągać nadmiar śluzu z organizmu)

4. Jeśli robimy jakieś odstępstwa od codziennego jadłospisu, to warto wyjaśnić dzieciom dlaczego to robimy i warto to robić raz na jakiś czas a nie codziennie – na przykład warto dziecku powiedzieć, że idziemy na spotkanie/imprezę i będą tam słodkie ciasta – nie jestem zupełną przeciwniczką ciast, zwłaszcza tych domowych, ale nie warto według mnie przyzwyczajać dziecka do tego, że codziennie musi zjeść coś słodkiego! W naszym domu raz na jakiś czas robimy domową pizzę, którą wszyscy uwielbiają, ale nie przyszło nam do głowy to, aby robić ją zbyt często, mimo że nasze dzieci czasami by tego właśnie chciały!

5. Jestem przeciwniczką słodyczy sklepowych i zwyczajnie ich dziecku nie kupuję – po prostu nie przyzwyczajam ich do smaku takich rzeczy (pewnie kiedyś go poznają, ale nie będę na tak wczesnym etapie im tego ułatwiać, bo wiem, jak łatwo się od nich uzależnić!) – daję swoim dzieciom słodkie owoce, różne słodkie przekąski domowej roboty, czy owoce suszone – edukuję również w tym zakresie dziadków i znajomych, dlatego rzadko zdarza się, że ktoś przyniesie moim dzieciom czekoladę

6. Fajnym rozwiązaniem jest również zaangażowanie dziecka w proces przygotowywania posiłków – dzieci uwielbiają robić to co dorośli, a potem z pewnością przygotowany własnoręcznie obiad czy sok będzie smakował dużo bardziej

7. I na koniec jeszcze raz podkreślę to, że najważniejszy pozostaje przykład jaki my sami jako rodzice dajemy naszym dzieciom – doskonale sprawdza się tu określenie, że przykład idzie z góry! – jeśli my coś jemy albo czegoś nie jemy, to nasze dzieci chcąc nie chcąc będą powielać ten wzorzec – jedzmy zatem tylko to, co chcemy, aby jadło nasze dziecko, a jeśli chcemy jakoś zgrzeszyć żywieniowo, to możemy to zrobić, gdy nasze dziecko pójdzie spać (bo dorosła osoba łatwiej zrozumie, że to jest coś ekstra, a jutro wrócimy do naszych zdrowych ‚łakoci’, a dziecku może być dużo trudniej to zrozumieć!)

 

PS Pamiętajcie, że nie da się w każdej sytuacji zjeść idealnie zdrowo i nie chcę ani z siebie, ani z Was, zrobić fanatyka żywieniowego. Warto jednak w każdej sytuacji trzymać się zasady, że jeśli robimy jakieś odstępstwo od zasad zdrowego żywienia to jest to właśnie odstępstwem, a nie normą.

 

Powodzenia i czekam na opis Waszych sposobów, jakich używacie aby Wasze dzieci zdrowo jadły!

 

6 Komentarzy

  1. Bardzo wartosciowy artykuł. Na pewno skorzystam z porad w nim zawartych.

  2. Widzę że mamy podobne podejście do tematu żywienia dzieci. Ja też od najmłodszych lat staram się wtajemniczyć je w tajniki kuchni i pokazać że „obiad sam się nie wyczaruje”. Jeśli chodzi o słodycze to preferuje te „bardziej wartościowe” to znaczy zamiast batonów i innych cukierków staram się od czasu do czasu upichcić jakieś zdrowsze ciasto gdzie podstawą są zboża czy kasza jaglana. Wierzę, że to zaprocentuje w przyszłości :)

    • Cześć Aneta! Cieszę się, że jest nas więcej:) Wiesz, z angażowaniem dzieci w przygotowywanie posiłków bywa u nas różnie – czasami gdy chcę coś szybko zrobić, to wolę sama wpaść do kuchni i przejść po niej jak torpeda:) My mamy akurat aneks kuchenny więc i tak zawsze dzieciaki widzą co się kroi:) Ale odkryłam już to, że czasami proste czynności potrafią zdziałać cuda i bardzo zaangażować dzieciaki. Mój syn rzadko kiedy ma takiego banana na twarzy jak wtedy gdy prosimy go z mężem, aby postawił talerze z jedzeniem na stół czy coś wymieszał, a gdy dzieciaki mają coś pokroić (wiadomo, trzeba zachować ostrożność, bo z nożem nie ma żartów!), to aż się trzęsą z radości. Córka z kolei uwielbia wrzucać razem ze mną warzywa i owoce do wyciskarki gdy robimy sok. Ale przecież od takich prostych czynności wszystko się zaczyna! A wiadomo – takie jedzenie smakuje dużo bardziej!:) ps Cieszę się, że robicie zdrowsze wersje ciast – jak masz jakiś sprawdzony przepis, to zawsze chętnie go przygarnę:) Pozdrawiam serdecznie!

  3. O tak babcie potrafią utoczyć wnuka pierogami i kopytkami, i niestety nie widzą w tym nic dziwnego :))

    • Tak Paulina, zgadzam się z tym:) Tylko że nasze Babcie żyły i wychowywały swoje dzieci w trochę innych czasach, gdy jedzenie nie było tak przetworzone i nie miało tylu sztucznych dodatków… Ta niewiedza i wiara, że ktoś kto oferuje swój produkt robi to po to, aby dać nam coś najlepszego (bo tak powinno być, ale niestety zwykle nie jest…) coraz więcej nas niestety kosztuje… Dlatego tak ważne jest to, aby uświadamiać innych – nie straszyć, ale dawać rzetelną informację. Zwłaszcza, gdy na szali jest zdrowie naszych dzieci. Mam nadzieję, że świadomość nas jako społeczeństwa będzie wciąż rosła, bo i potrzeby rosną błyskawicznie! Pozdrawiam serdecznie!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany


Wymagane