macierzynstwo

pixabay.com

 

 

Dzisiaj tekst o tym, dlaczego tak bardzo boimy się macierzyństwa i o tym, czym tak naprawdę macierzyństwo jest i co nam może dać.

Opowiem również, dlaczego czasami warto porządnie się przeczołgać, aby dojrzeć i zacząć żyć bardziej świadomie!

 

Nieprzygotowana

 

Gdy braliśmy z Mężem ślub wiedziałam, że chcemy mieć dzieci i chcemy założyć rodzinę większą niż wariant dwa plus piesek (psa z resztą jak na razie nie mamy).

Ale tak naprawdę nigdy nie zastanawiałam się, co tak naprawdę oznacza ‘mieć dziecko’.

No jak to co? Przewijanie, karmienie, zabawy. Potem wychowywanie i pokazywanie świata. Aż wreszcie wypuszczenie dorosłych i dojrzałych osób w świat. To tak w telegraficznym skrócie.

 

Nigdy bym jednak nie przypuszczała, że dzieci zmieniają aż tak dużo. W każdej sferze naszego życia.

I nie chodzi tu o kilka nieprzespanych nocy, ale całe miesiące, a nawet lata, nieprzespanych godzin w ciągu nocy. O to, że gdy już Twoje dzieci w miarę przesypiają noc, to Ty i tak się budzisz przy każdym niemal słowie czy odgłosie, które wypowiada Twoje dziecko, które właśnie się przebudziło. Tak, to te niesamowite umiejętności każdej mamy.

Gdy byłam w ciąży nawet nie pomyślałam, że czeka na nas tak wiele nowych uczuć i emocji. Począwszy od radości i śmiania się razem z dzieckiem z błahego powodu, a skończywszy na dojściu do ściany, kiedy wszystko Cię przytłacza a Ty myślisz jedynie o tym, żeby uciec ze swojego domu chociaż na chwilę.

 

 

Dobra zmiana

 

Jeszcze kilka lat temu nie wiedziałam, że tak pozmieniają mi się priorytety. Że zaakceptuję pewien poziom bałaganu, bo przy dziecku można zrobić albo to, albo się zarobić na śmierć. Nie wiedziałam, że sto razy bardziej będę cenić kolejne wspólne wyjście na spacer i zabawę w chowanego, niż włóczenie się godzinami po centrum handlowym bez sprecyzowanego celu.

Nawet nie przypuszczałam, że druga ciąża przyniesie mi w prezencie słodki upominek – cukrzycę ciążową, a ta dosłownie rozniesie moje stare poglądy i przyzwyczajenia. I to nie tylko kulinarne.

Zanim nie zostałam mamą nie wiedziałam, że można nie oglądać telewizji, bo zwyczajnie szkoda Ci na nią czasu. Że można zacząć zadawać sobie pytania ‘czy na pewno tego potrzebuję?’.

Nie wiedziałam, że można płakać ze zmęczenia i bezsilności, by chwilę potem śmiać się do rozpuku, bo Twoje dziecko tak ładnie streściło Ci co ma do powiedzenia.

 

Nie sądziłam, że macierzyństwo jest tak bardzo trudne. Że jest najtrudniejszą rzeczą, z jaką przyszło mi się do tej pory zmierzyć. I nie tylko chodzi o ekstremalnie trudne sytuacje, ale o to, że gdy zostajesz mamą, to jesteś nią już do końca życia. A to zobowiązuje.

Nie sądziłam również, że macierzyństwo tak bardzo mnie wzbogaci. Pod każdym względem. Nie sądziłam nigdy, że macierzyństwo będzie moim wybawieniem.

 

 

Czy jesteś gotowa na skok na głęboką wodę, bez wiedzy, jak daleko jest do dna?

 

Czasami słyszę, jak kobieta mówi, że nie chce być mamą. To nie dla niej, nie czuje instynktu, nie nadaje się do tego i w ogóle. Oczywiście nie chcę oceniać tego bo uważam, że każdy ma prawo do samodzielnej decyzji. Akceptuję to, że ktoś nie chce mieć dzieci i koniec.

Jednak im dłużej się zastanawiam, tym bardziej dochodzi do mnie to, dlaczego ktoś tak mówi.

Macierzyństwo to oddanie kontroli. To wielka niewiadoma i wielki sprawdzian dla nas.

 

Gdybym kilka lat temu wiedziała, co mnie czeka, pewnie bym się roześmiała słysząc opowieści o tym, co to ja nie będę robić i powiedziała, że kto jak kto, ale ja nie dam rady. Bo w gruncie rzeczy byłam na to kompletnie nieprzygotowana. Nieprzygotowana, niezorganizowana i z głową w chmurach.

Ale sobie poradziłam i to całkiem nieźle. Oczywiście szalenie pomógł mi w tym mój mąż. Dlatego uważam, że wybór odpowiedniego partnera życiowego jest tu kluczowy.

Nawet jeśli brakowało mi pewnych umiejętności i kompetencji, to nabywałam je w trakcie. To taki instynkt samozachowawczy człowieka. Gdyby nie to, to utonęłabym w gąszczu codziennych spraw i obowiązków.

 

Jeśli ktoś mówi, że nie chce dziecka, to najprawdopodobniej się boi.

 

Prawdopodobnie do tej pory starał się kontrolować niemal 100% swojego życia. Jakby teraz miał oddać komuś innemu tak łatwo władzę?

Przecież my doskonale wiemy, czego potrzebujemy aby osiągnąć szczęście. Wiemy co robić a czego nie. Wiemy jak mamy postępować i co nam to da.

Tak, wiemy najlepiej co jest dobre a co złe. Niestety równocześnie coraz częściej zastanawiamy się ‘po co to wszystko’. Ale oczywiście można być rodzicem i zadawać sobie dokładnie te same pytania. To normalne. To po prostu oznacza nasz rozwój.

Tak czy inaczej coraz więcej rzeczy sobie komplikujemy, a tak naprawdę do szczęścia potrzeba naprawdę niewiele. Otaczamy się przedmiotami, a potrzebujemy miłości!

Żeby poczuć szczęście trzeba być na to wewnętrznie gotowym. Warto mieć też w sobie spokój i poczucie, że wiemy dokąd chcemy dotrzeć. Inaczej jesteśmy jak Ci robotnicy pędzący przed siebie z pustymi taczkami.

 

Mi też się kiedyś wydawało, że wiem czego chcę i do czego dążę. Szczęśliwie oddałam kontrolę a życie zaprowadziło mnie do miejsca, o istnieniu którego nie miałam pojęcia. I dobrze mi tu gdzie jestem. Inaczej nie wiem, jak bym skończyła, patrząc i działając jedynie przez pryzmat mojego ‘widzi mi się’.

 

 

Jazda bez trzymanki

 

Macierzyństwo to prawdziwy rollercoaster.

Czasami tylko od naszego refleksu zależy to, czy nie doznamy urazu na kolejnym zakręcie. A zakrętów jest dużo.

Ale szczęśliwie mamy tę niesamowitą umiejętność, że potrafimy wyciągać wnioski i uczyć się na błędach.

Nieważne gdzie teraz jesteś. Ważne czy myślisz,  czy starasz się świadomie wybierać a nie tylko konsumować to, co podsuną Ci inni. Ważne, czy pracujesz nad sobą.

Nagroda jest wielka. Ale musisz nauczyć się wstawać, otrzepywać kolana i iść dalej zanurzając się w gęstwinie codzienności.

Jak już się tak porządnie przeczołgasz raz i drugi, to wiesz, że już nic nie jest Ci straszne!

 

Macierzyństwo prędzej czy później zmusi Cię do myślenia i do zadawania pytań.

Pamiętaj, że tylko zadając sobie trudne pytania możesz wyjść z klatki, w której jesteś. Możesz nawet nie mieć pojęcia, że w niej jesteś. To jak typowy matrix:)

Jeśli czujesz się skołowany i macierzyństwo ma być rozwiązaniem Twoich problemów to pamiętaj, że też nie tędy droga.

Tak czy inaczej macierzyństwo prostuje Twój kręgosłup. Ten życiowy i moralny. To taki bonus od losu za podjęty trud.

Czasami boli, gdy trzeba coś nastawić, ale jest to konieczne, abyś dalej szedł przez życie z podniesionym czołem! Do celu, jaki sam sobie obrałeś i w sposób, który daje Ci szczęście!