Blog Kochane Dzieci

Czego się chwytać jak łapie nas przeziębienie?

czosnek

 

Dzisiaj będzie obiecany tydzień temu wpis o tym, czego się chwytać, gdy chwyta Cię przeziębienie. Oprę go na swoich doświadczeniach, jak również cennych radach, o których przeczytałam kiedyś w sieci.

Rady możecie dostosować do swoich własnych potrzeb i preferencji. Możecie ich użyć w stosunku do Waszej osoby, czy członków Waszej rodziny (oczywiście w przypadku małych dzieci trzeba być bardzo ostrożnym).

Oczywiście wszystkie omówione tu sposoby będą naturalne.

 

CO ROBIĆ, GDY COŚ NAS BIERZE? OTO MOJA SUBIEKTYWNA LISTA:

 

I. Po pierwsze, i nie będzie to odkrywcze – lepiej zapobiegać, niż leczyć!

Lepiej zadbać o siebie na samym początku, gdy tylko zauważymy, że ‘coś nas bierze’, niż poważnie się rozchorować – czasami, gdy już jest bardzo źle, nie obejdzie się bez leków czy antybiotyku.

Reguła ma swoje zastosowanie również do długich odcinków czasu – lepiej dbać o swoją odporność cały czas, niż czekać na sezon przeziębieniowy i trzymać kciuki, że a nóż mnie tym razem ominie jakieś choróbsko.

Nie mamy czasami wpływu na to, co nas spotyka, ale na własną reakcję (i reakcję swojego organizmu) już tak!

 

Jak zatem dbać o odporność?

 

Tak naprawdę każdy z nas to wie, tylko czasami udajemy, że nie jest to istotne:) Czyli:

1. Jemy zdrowo

Jak to zrobić? Opowiadam o tym na blogu – zapraszam do zakładki ‘odżywianie’.

Nie tylko staramy się jeść zdrowe rzeczy, ale również staramy się nie przejadać (zwłaszcza wieczorem!), jeść regularnie i koniecznie jeść pożywne śniadania!

 

2. Wysypiamy się! 

Nie będę Wam mówić, ile godzin macie spać, bo to sprawa indywidualna, ale nie zarywajcie nocy (sama tak kiedyś robiłam, ale pomału wychodzę z tego nawyku:) i nie najadajcie się przed snem. Czy wiecie, że organizm w czasie snu robi porządki w organizmie?

Jeśli mu w tym przeszkodzimy, tzn. nie damy mu się położyć o normalnej godzinie, albo zasypiemy go przed pójściem spać masą śmieciowego jedzenia, to zamiast się regenerować, będzie próbował bezskutecznie to wszystko trawić.

Dotyczy to nie tylko jedzenia, ale również intensywnych negatywnych bodźców typu oglądanie filmów pełnych przemocy późnym wieczorem, czy zasypywanie swojego umysłu masą negatywnych myśli!

 

3. Ruszamy się

Tak, przyznam, że trochę zapomniałam ostatnio o tym punkcie – organizm już się odezwał (ból szyi, który znacznie pogorszył komfort mojego snu).

Ważne jest to, aby się ruszać, najlepiej na świeżym powietrzu – nie musimy biegać maratonów, wystarczy że pójdziemy sami lub z rodziną na spacer i pobawimy się wspólnie w berka!

 

4. Karmimy się miłością

Dla kogoś może to banał, ale ‘all You need is love’:) Jeśli darzymy siebie i innych pozytywnymi uczuciami, to tak jakoś fajniej i łatwiej nam się żyje. Czasami wiele dolegliwości bierze się właśnie z tego, że pielęgnujemy w sobie stare urazy, które zaczynają wpływać również na nasze ciało!

Ktoś może powiedzieć, że to niedorzeczne, a ja powiem jedno – ‚nic nie dzieje się w sprzeczności z naturą, tylko w sprzeczności z tym, co nam o naturze wiadomo’ (ktoś mądry kiedyś tak powiedział)!

O tym jak dbać o odporność dziecka pisałam również tutaj.

 

 

II. Gdy jednak coś nas mimo wszystko chce wziąć, a my się nie chcemy dać, to wtedy można:

 

1. Odpocząć i spać tyle ile potrzebujemy – tak, ten punkt ma zastosowanie również w momencie, kiedy coś nas już pożądnie łupie w kościach

Tak, wiem, trudno to zrobić, gdy naokoło biegają dzieci, a stos rzeczy do zrobienia wciąż rośnie. Jeśli jednak nie porzucisz swoich marzeń o perfekcjonizmie teraz, to masz kilka kolejnych dni wyjętych z życiorysu.

Pamiętam taką sytuację sprzed półtora roku, gdy ewidentnie zaatakował mnie wirus. I pewnie bym wstała i coś robiła, gdyby nie fakt, że nie miałam siły zwlec się z łóżka i było mi niedobrze. Przeleżałam tak calutki dzień (szczęśliwie dziećmi zajął się ktoś inny), ale następnego dnia wszystkie dolegliwości zniknęły! A ja mogłam się zabrać za swoją codzienną pracę (gotowanie, sprzątanie, zajmowanie się dziećmi itd…)!

 

2. Nie jeść na siłę i dużo pić

Tak, jeśli na przykład nasze dziecko gorzej się czuje, to nie wciskajmy mu na siłę jedzenia (sobie też nie). W tym momencie organizm chce skumulować wszystkie siły, aby zwalczyć wroga, czyli to, co podstępem zaatakowało jego organizm.

Zmniejszenie się apetytu to bardzo rozsądna organizmu na to, co się dzieje – organizm nie chce tracić cennych sił na trawienie!

Ale powinniśmy wtedy jak najwięcej pić. Tak jak wodą myjemy swoje ciało, naczynia czy samochód, tak woda nie dość, że nawilża nasz organizm, to jeszcze dosłownie pomaga spłukać z siebie wszystkie brudy. To tak samo jak z wydalaniem – jeśli nie pijemy odpowiedniej ilości wody, to masa kałowa z jelit nie może się przesunąć dalej i mamy kłopoty z wypróżnieniem.

 

3. Nie obniżać na siłę gorączki

Wiem, naturalny odruch każdej mamy będzie taki, żeby ulżyć dziecku w cierpieniu i podać lek przeciwgorączkowy. Oczywiście jeśli sytuacja robi się bardzo trudna, a zachowanie dziecka już jest bardzo niepokojące, to warto zareagować.

Ale uwierzcie, że jeśli nasze dziecko lub my mamy podwyższoną temperaturę, to organizm w ten sposób próbuje zwalczyć chorobę. Nasz organizm sam również potrafi się bronić, pod warunkiem, że nie będziemy mu przeszkadzać. Obniżając na siłę temperaturę, często właśnie to robimy.

Jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej o dobroczynnym działaniu gorączki, zapraszam choćby do zapoznania się z tym artykułem.

Pamiętam, jak mój około dwuletni wtedy syn pewnego dnia gorzej się poczuł. Wstał, po czym stwierdził, że chce iść dalej spać. Ewidentnie coś go ‚brało’ i miał podwyższoną temperaturę. To wstawanie i ponowne chodzenie spać trwało przez cały dzień. Nie jadł tego dnia praktycznie nic, jedynie na co miał ochotę, to arbuz (czyli płyny i witaminy). Następnego dnia czuł się już bardzo dobrze!

Pozwólcie zatem czasami swoim dzieciom na małą niedyspozycję. Nie każdego dnia musimy być na pełnych obrotach – dotyczy to również dzieci!

 

4. Jeść zdrowe, lekkie posiłki

Sam organizm nam podpowie, co by chciał dostać. Idealnie sprawdzą się owoce, soki warzywno-owocowe, czy delikatne zupki warzywne (nie muszą być wcale na mięsie).

Pamiętajmy również o naszych naturalnych antybiotykach, takich jak cebula czy czosnek. Możemy je dodać do posiłków. Nie to jest teraz najważniejsze, żeby pięknie pachnieć.

Dla wzmocnienia flory bakteryjnej, która buduje naszą odporność, idealne będą kiszonki (kiszone ogórki, czy kapusta).

 

5. Podawać doustnie sproszkowaną witaminę C (kwas l-askorbinowy)

Nie wiem dlaczego, ale jeszcze nie napisałam więcej o tej metodzie. Oczywiście witaminę C dobrze jest dostarczać organizmowi w naturalnej postaci (grejpfruty, cytryny, czy natka pietruszki).

Ale można się dodatkowo wesprzeć, i to nie tylko w razie przeziębienia, tzw. sproszkowaną witaminą C (witamina C lewoskrętna, czyli kwas L-askorbinowy). Można ją kupić w Internecie w kilogramowym opakowaniu (koniecznie wersję ‘czystą do analizy’) – cena to ok. 40 zł.

Można również kupić bardziej naturalną postać tej witaminy, czyli na przykład ‘wiśnie aceroli’ (najlepiej wersję sproszkowaną, a nie w pastylkach, bo w pastylkach zawsze jest drożej i jeszcze mamy dodatek sztucznych substancji znajdujących się w powłoce, cena to ok. 60 zł za opakowanie 250 g – pamiętajmy jednak, że takie opakowanie wystarczy na długi czas). Jednak sproszkowany kwas L-askorbinowy będzie jak najbardziej wystarczający.

W ogóle o kwasie L-askorbionowym można by długo pisać, więc dzisiaj tylko rozpoczynam ten wątek. Dużo, dużo więcej informacji znajdziecie tutaj – to prawdziwa bomba informacji w tym temacie i wielu innych dotyczących zdrowego odżywiania!

 

Ważne sugestie co do brania kwasu L-askorbionowego:

  • gdy coś nas bierze, to nasze zapotrzebowanie na witaminę C gwałtownie rośnie (i żadne pastylki z wit. C ze sklepu nam tu nie pomogą, bo ilość tej witaminy jest tam śmiesznie mała)
  • im wcześniej ją zaczniemy podawać, tym lepiej
  • trzeba podawać małą ilość, a często (nawet co godzinę czy częściej) – dzięki temu utrzymacie poziom witaminy C w organizmie na stałym poziomie i będzie mogła ona pomóc w walce z przeziębieniem – jeśli podacie jej zbyt dużo, to po prostu organizm ją usunie (rozwolnienie); ile – przetestujcie sami, ale u dzieci będzie to odrobina małej łyżeczki, u dorosłych pół małej łyżeczki czy więcej – ja zawsze robię to na oko
  • można brać tę witaminę przez cały czas, tak profilaktycznie, dodając ją np. do soków (ok 1 łyżeczka na litr soku)

Kwas L-askorbionowy jest świetny, już nieraz wyprowadził mnie z opresji. Ale trzeba być konsekwentnym w jego podawaniu i podać jak najszybciej od momentu pojawienia się pierwszych objawów.

 

 

III. Jeśli mimo wszystko czujemy się coraz gorzej i wszystkie powyższe metody są nieskuteczne, to warto wesprzeć się czymś silniejszym. Oto przykładowe sposoby:

 

 1. Polecam wspaniałą miksturę przepisu pani Agnieszki Maciąg – znajdziecie ją tutaj

To mieszanka różnych cudów natury (m.in. cebuli, czosnku, cytryny, imbiru, cynamonu i miodu), które są dostępne na wyciągnięcie ręki!

Ale uwaga – to prawdziwa siekiera! Po każdej podanej ‘dawce’ warto się na chwilę położyć, bo dosłownie ścina z nóg! Ale naprawdę jest świetna. Kiedyś zapobiegła rozwojowi choroby u mojej mamy (innym razem przyspieszyła proces leczenia), u mnie również zadziałała i zatrzymała rozwój przeziębienia!

Dzieciom chyba nie polecam, bo zwyczajnie raczej jej nie wypiją, ale oczywiście można spróbować zrobić inne proporcje tej mieszanki, aby była łagodniejsza w smaku (na szczęście nie musiałam się uciekać do tego sposobu).

 

2. Inne preparaty domowej roboty

Tu niekwestionowaną liderką jest według mnie pani Ewa Kozioł z bloga ‚Zielony Zagonek’. Tutaj na przykład znajdziecie kilka pomysłów na naturalne preparaty na przeziębienie jej autorstwa.

Uwaga: żeby je wykonać, często będziecie potrzebować bardziej wyszukanych składników. Chociaż raczej nie musiałam się uciekać do jej sposobów, to obserwując od jakiegoś czasu jej blog z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że jest to osoba godna zaufania!

Domowej roboty preparatów na przeziębienie jest pewnie cała masa, warto poszukać swojego ulubionego. Często te preparaty nie tylko pomagają zwalczyć infekcję, ale również nie dopuszczają do jej pojawienia się (czyli bierzemy je profilaktycznie, aby wzmocnić organizm)!

 

3. I na koniec bańki – czyli sposób naszych babć:)

Od razu przyznam, że sama baniek nie stawiałam nikomu, bo szczęśliwie odkąd zdrowo jemy, nasze dzieci ani my z mężem nie mieliśmy do czynienia z ciężkimi przeziębieniami. Zwykle dusimy je w zarodku sposobami jak te opisane powyżej.

Ale do tej metody skutecznie przekonała mnie pani Agnieszka Maciąg dzięki temu wpisowi. Przeczytajcie, może akurat w Waszym przypadku się sprawdzi ta metoda. Okazuje się, że bańki można stawiać już bardzo małym dzieciom. Pamiętajcie również, że są to bańki inne niż te, którymi kiedyś posługiwały się nasze babcie (są dostępne w aptece).

 

 

Na tym byłby koniec. Wpis był długi, ale mam nadzieję, że było warto dojść do tego miejsca!

Na koniec jeszcze jedno słowo – zdaję sobie sprawę z tego, że czasami jest tak, że Wasze dzieci lub Wy wciąż chorujecie i ciężko jest wyjść z tego błędnego koła chorób. Czasami po prostu nieunikniona jest wizyta u lekarza i wzięcie leku, by nie dopuścić do groźnych powikłań.

Nie oznacza to, że ta walka jest z gruntu przegrana. Myślę, że tak naprawdę jedynym skutecznym sposobem na wyjście z błędnego koła osłabionej odporności i łapania wiecznych chorób jest zdrowe odżywianie. To nie jest ani łatwa, ani szybka droga, dlatego wciąż tak mało osób się jej podejmuje.

Mogę Wam obiecać, że jeśli podejmiecie decyzję, że od tej chwili zaczynacie się zdrowo odżywiać (i to będzie decyzja na całe Wasze dalsze życie – to tak jak – przynajmniej w teorii – z zawarciem ślubu:), to po kilku miesiącach czy latach odczujecie ogromną różnicę!

Wiem o czym mówię, bo kiedyś sama przy byle wietrze czy gorszej pogodzie łapałam kaszel i katar, a potem chorowały moje oskrzela. Mój organizm był bardzo osłabiony i podatny na wszelkiego typu infekcje (miałam na przykład przed pierwszą ciążą dwa razy zapalenie ucha, a w ciąży dokuczały mi powracające infekcje dróg intymnych).

Do czasu.

Potem zaczęłam inaczej jeść, a efekty przeszły moje najśmielsze oczekiwania! Po prostu przestałam chorować!!! Tak, czasami mnie coś łapie, ale moja odporność jest na tyle duża, że organizm bez żadnych sztucznych leków szybko radzi sobie z intruzem. Podobnie jest w przypadku męża i dwójki moich dzieci. Jeśli stosujemy jakieś metody, to te opisane powyżej.

Wczoraj przechodziłam obok apteki i zaczęłam się zastanawiać, kiedy ostatnio byłam w aptece po jakiś lek czy preparat na przeziębienie. Naprawdę nie pamiętam. I niech tak zostanie.

 

Mam nadzieję, że ten wpis Wam się podobał. Jeśli tak, to koniecznie dajcie lajka:)

Jeśli macie jakieś sprawdzone, naturalne sposoby na walkę z przeziębieniem, tym małym i dużym, to koniecznie podzielcie się nimi pod tym wpisem lub w komentarzach na facebooku.

 

Pozdrawiam Was ciepło i zdrowo!

 

17 Komentarzy

  1. Dla mnie świetną i prostą metodą przy przeziębieniu jest „herbatka” korzenna. Podpowiedział mi ją szwagier i sprawdziłam ją na sobie. Działa. Bierzesz po łyżeczce sproszkowanego cynamonu, kardamonu i imbiru i pół łyżeczki gałki muszkatołowej. Oczywiście można zwielokrotnić proporcje i mieć zapasik gotowej mieszanki. Bierzesz łyżeczkę korzeni i zalewasz wrzątkiem. Najlepiej pić na ciepło, ale jak ktoś nie daje rady, to po ostudzeniu poniżej 40 stopni można dodać miodu. Najlepiej pić wieczorem przed pójściem spać, bo można się bardzo napocić. W razie potrzeby pić przez kilka wieczorów. Jak się zacznie na samym początku-jest szansa, że na tym się skończy. :)

    • I jeszcze jedno-faktycznie witamina C to potęga. Miałam wiosną infekcję nagłą i chyba wirusową, bo trzepnęło mnie gorączką ponad 38 stopni. Spałam dwa dni popijając co godzinę-dwie po pół grama wit C. Obiecywałam sobie, że jak temperatura przekroczy 39 st, wezmę coś przeciwgorączkowego. Ale magicznie nie przekroczyła, oscylowała wokół 38,8-38,9. Po dwóch dniach wstałam zdrowa.

    • Cześć Małgosia, dzięki za cenny komentarz. O herbatce o której piszesz nie słyszałam, ale chętnie ją wypróbuję (tzn, obym nie musiała:) Jestem tylko ciekawa, jak smakuje:) Ale tak jak piszesz – i ze wszystkim tak chyba jest – jak tylko czujemy, że coś się dzieje niedobrego, to od razu trzeba działać – wtedy jest większa szansa na wyzdrowienie bez konieczności używania leków. Ciesze się, że Tobie witamina C też pomaga! Ta witamina C to potęga, niektórzy nawet leczą nią raka (raczej za granicą, a dyrektorowi pewnej placówki firmy farmaceutyczne wytoczyły nawet proces!), tylko podają ją dożylnie (pod warunkiem, że pacjent wierzy, że to może pomóc i trafi na dobrego lekarza). Słyszałam o przypadku, że pacjent trafił do szpitala w stanie agonalnym, jakoś tak wyszło, że lekarz który go przyjmował słyszał o witaminie C. Ponieważ nie miał nic do stracenia, to zaaplikował ją pacjentowi. I co – pacjent poczuł się lepiej! Tak, szkoda, że się tak mało o tym mówi, ale wiadomo – ile można zarobić na witaminie C… Lepiej leczyć drogimi lekami i zaleczać problem, niż wyleczyć tanim sposobem. Ach, życie… Pozdrawiam serdecznie!

  2. Moje sposoby na synka i nie tylko to: jogurt naturalny co drugi dzień, jak ktoś lubi można i codziennie i napar ze świeżego korzenia imbiru, po ostudzeniu dodaję miód i cytrynę do tego tran :)

  3. Temat na czasie :) Ciekawe rady :) Pozdrawiam :)

  4. Najlepiej chwycić się kołdry i nie puszczać ! :)

  5. Dobry wpis – dzięki!

  6. Dzięki za wpis, dużo widzę cennych rad. Bardzo wracam do starych sposobów babci i mamy, które same stosowały jak byłam dzieckiem i chorowałam. Ale teraz tyle tego lata w powietrzu, że strasznie trudno dzieci uodpornić, a w przedszkolu to już istna masakra. Niby daję im cytrynę z czosnkiem, ale teraz na przykład nie pomogła w czasie tych najgorszych przeziębień :/

    • Sasala, dzięki za komentarz. Wiesz, czasami i cytryna z czosnkiem nie pomogą, jak już się choróbsko rozwinie. Ale naprawdę serdecznie Ci polecam podawać witaminę C sproszkowaną – i to najlepiej profilaktycznie po odrobinie każdego dnia do napoju. Na szczęście u nas nie było do tej pory żadnego strasznego przeziębienia, ale gdyby coś było na rzeczy, to pewnie mocno zastanowiłabym się nad postawieniem baniek – bardzo ufam w tej kwestii pani Agnieszce Maciąg.

    • Bańki ciekawe, ale ostatnio słyszałam o tym, że mnóstwo ludzi stawia je nieumiejętnie i robi jeszcze większe szkody :/ jednak lepiej iść w zapobieganie. Więc może coś z kapsułek… Moja siostra bierze oeparol, bo ma olej z wiesiołka, a to teraz podobno jakiś medyczno-naturalny cud. Ja zostaję przy miodzie.

      • Cześć Ina, wiesz, baniek nigdy nie próbowałam, ale na pewno trzeba do tego profesjonalnie podejść. Z tego co o bańkach pisze pani Agnieszka na swoim blogu wynika, że dzisiejsze bańki dostępne w aptece są zupełnie inne niż te co kiedyś. No i podstawą jest dobre wygrzanie się w trakcie kuracji. My też preferujemy zapobieganie – głównie dzięki zdrowej diecie, ale też nieocenioną bronią jest sproszkowana witamina C – zaraz idę do paczkomatu po odbiór świeżej dostawy:) Bardzo ważna jest też suplementacja witaminą D – my używamy witaminy D3 firmy Dr. Jacob’s. A w diecie oczywiście witaminy, minerały i np zdrowe oleje – dlatego mielimy siemię lniane – mamy na to specjalny młynek do kawy, taki najprostszy + oczywiście świeżo tłoczony olej lniany. Warto też pamiętać o spacerach i tym, żeby w domu zimą nie było zbyt gorąco – mimo że ja uwielbiam jak jest ciepło (dlatego kocham lato!), to jednak staram się wietrzyć mieszkanie i utrzymywać temperaturę w mieszkaniu na rozsądnym poziomie.

  7. Ja np codziennie piję miód, do śniadania lub kolacji razem z mlekiem. Jem dużo owoców i warzyw oraz ćwiczę. Na szczęście mało co choruję, ale jak już się to zdarzy to najbardziej doskwiera mi kaszel. Ale piję wtedy dioctuss i po kilku dniach jest po kaszlu.

    • Dzięki za komentarz! Fajnie że przypomniałaś nam o tym, że warto poza zdrowym odżywianiem chociaż trochę poćwiczyć!:) Wiesz, nie wiem czy słyszałaś taką rzecz na temat miodu, ale może Ci się przyda – otóż miód ma najwięcej dobroczynnych właściwości, jak trochę ‚postoi’ – można wieczorem rozpuścić łyżkę miodu w ciepłej wodzie i rano wypić taką mieszankę! Spróbowałam i jest całkiem ok, ale jeszcze chcę popracować nad tym, aby stało się to moim nawykiem i żebym robiła to z automatu – zabiera to dosłownie chwilę, ale najciężej jest właśnie z tym, aby uczynić z tego nawyk:) Życzę Ci dużo zdrowia i pozdrawiam serdecznie!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany


Wymagane