tancerze

Dzisiaj chciałabym Wam trochę opowiedzieć o swoich spostrzeżeniach dotyczących mody. Mody kiedyś i mody obecnie. Mam bowiem wrażenie, że kiedyś (pomimo wielu ograniczeń) stawiało się na jakość i styl, a teraz (w dobie wielu możliwości) stawia się zbyt często na bylejakość. Zastanowię się też, jak możemy zmieniać ten negatywny trend. A wszystko po to, by znów poczuć się kobieco (lub odpowiednio: męsko) i tchnąć ducha radości w nasze zwyczajne życie.

Na początku roku odwiedziliśmy wspólnie z Rodziną Muzeum Zabawie w Kudowie Zdrój (gorąco wszystkim polecam!). Doznałam tam pewnego olśnienia! Moje myśli powędrowały wiele lat wstecz, do czasów, kiedy kobiety nie były jeszcze na tyle wyzwolone, by nosić spodnie, a ludzie tak bogaci, by swoją szafę zapełniać tonami ubrań. Nie przeszkadzało to jednak kobietom pięknie wyglądać. Oczywiście nie każdy mógł sobie pozwolić na luksus założenia pięknej sukni i kapelusza. Nie zawsze była też ku temu okazja, zwłaszcza jak trzeba było iść w pole zbierać ziemniaki, czy wiązać snopki. Ale mimo wielu ograniczeń każdy dbał w miarę możliwości o to, aby pośród tych kilku rzeczy ze swojej szafy mieć coś wyjątkowego i eleganckiego. Wystarczy spojrzeć na ludowe stroje sprzed lat – wspaniale odszyte, z materiału dobrej jakości, z całym bogactwem kolorów i wzorów.

Moja ponad dziewięćdziesięcioletnia babcia zawsze lubiła (i nadal lubi) założyć na wyjątkowe okazje coś wyjątkowego. Wtedy sukienkę ozdabia sznurem z korali, na głowie ma kapelusz a pod szyją atłasową chusteczkę, dodatek stanowią buty i torebka ze skóry, a zwieńczeniem wszystkiego są delikatne rękawiczki otulające jej dłonie. Gdy byłam dziewczynką moja mama uwielbiała u swojej krawcowej szyć szykowne stroje, oczywiście z materiałów dobrej jakości kupowanych w sklepach z materiałami. Były to klasyczne żakiety ze spodniami, rzadziej ze spódnicą, czy ciekawe i nietypowe kostiumy. Mama lubiła też robić przepiękne swetry na drutach (ja i moje siostry przez całą podstawówkę nosiłyśmy robione przez nią wyjątkowe i oryginalne swetry), z niezwykłymi wzorami i warkoczami. Obowiązkowym elementem takiego swetra była biała bluzka i broszka. A na ustach szminka i do tego uśmiech.

 

 

 

Ulica dzisiaj

 

A co mamy dzisiaj? No właśnie, i tu zaczyna się problem. Pomijając raczej rzadkie przypadki, gdy panie (i panowie) zakładają naprawdę eleganckie i szykowne stroje (na wyjątkowe okazje, rzadziej już na co dzień), moda uliczna rządzi się swoimi prawami. Nie chcę oczywiście generalizować, może nawet trochę przerysuję rzeczywistość, ale chcę pokazać pewne trendy w modzie. I tak:

 

kobiety coraz częściej zakładają stroje, które zupełnie kamuflują ich kobiecość – jeśli sweter, to rozciągnięty do rozmiaru XXL, który w żaden sposób nie zaznacza talii, jeśli spodnie, to wiszące w kroku, w których nie widać gdzie jest przód a gdzie tył, albo sprane i z dziurami, żeby było modniej (i płacą za to niemałe pieniądze!); boję się pomyśleć, dlaczego tak jest – czy boimy się swojej kobiecości, czy jesteśmy niewolnikiem trendów i podążamy za modą, czy może po prostu kupujemy to, co nawinie się nam pod rękę i nie zadajemy sobie trudu kupienia czegoś naprawdę wyjątkowego

 

coraz częściej dominuje szarość i bylejakość – oczywiście nie neguję takiej tonacji, bo niektórym po prostu pasuje ten kolor (na przykład mi:), ale można się zastanowić, dlaczego większość kobiecej szafy tak wygląda; mały problem jeśli ubrania bronią się dobrą jakością użytych materiałów, gorzej jak ubranie jest szare, rozciągnięte i za szerokie i w ogóle gdy trudno jest rozpoznać, czy ulicą idzie kobieta czy mężczyzna – potem się dziwimy, dlaczego nasze całe życie jest takie byle jakie, nudne i przewidywalne – a gdzie nasza wielobarwność, gdzie nasze narodowe barwy, gdzie manifestacja swojej radości i wyjątkowości poprzez strój?

Przypomina mi się tu kiedyś przeczytana historia, w której ktoś opisywał jak do autobusu weszła pewna siedemdziesięciolatka – weszła i trudno było oderwać od niej wzrok, a blask bijący od niej przykuwał spojrzenia innych ludzi. Miała na sobie elegancki kombinezon w intensywnym kolorze, na głowie kwiecisty kapelusz, usta pomalowane szminką, a jakby tego było mało, w słomkowej torbie wiszącej na ramieniu trzymała małego kundelka, zwieńczeniem zaś wszystkiego był szczery i radosny uśmiech na twarzy kobiety. Nie muszę chyba dodawać, że osoba relacjonująca to wydarzenie była po prostu zachwycona!

 

nasze stroje są coraz gorszej jakości, czasami bardziej przypominają plastik niż naturalny materiał – niestety, w dobie taniej chińszczyzny (tak naprawdę nie takiej taniej, bo sklepy sobie każą słono płacić za towar kiepskiej jakości, wcześniej po prostu go opakowując w ładnie wyglądające wnętrze sklepu i głośną muzykę puszczoną z głośnika która ma nas wprowadzić w zakupowy rytm) jesteśmy po postu zalani sztucznością – już coraz trudniej kupić bawełnianą bluzkę (zamiast tego na przykład króluje akryl), czy skórzane buty w dobrej cenie; niestety, taki produkt szybciej się niszczy, zwłaszcza jak go wrzucimy do pralki i użyjemy żrących detergentów i wysokiej temperatury – pamiętam, że gdy byłam nastolatką, to przez długie lata cieszyłam się rzeczami, które nic nie traciły na swojej atrakcyjności (również dzięki temu, że moja mama dużo rzeczy prała ręcznie!), dzisiaj mija pół roku czy rok i bluzka nadaje się już tylko jako ubranie robocze; mało tego – takie ubrania nie przepuszczają powietrza i nasza skóra nie może normalnie oddychać!

 

przestaje nam już przeszkadzać to, że tu i ówdzie zrobiła się dziura czy coś się zniszczyło – ale przecież trudno dociec czy ta dziura to efekt znoszenia, czy celowy zabieg projektanta; nie do wybaczenia jest według mnie jednak fakt, że nosi się wytarte skarpetki lub wręcz z dziurą – jest to nie do wybaczenia nawet pomimo tego, że komuś się wydaje, że wystarczy założyć buty i nikt tego nie zobaczy; nie do wybaczenia jest też noszenie rozciągniętych majtek, czy staników, no bo przecież nikt nie patrzy – a co jeśli czasami patrzy mąż? Takie rzeczy powinny wylecieć z naszej szafy przy najbliższej okazji!

 

Ulica jest dzisiaj coraz smutniejsza, szara i ponura. I to pomimo tego, że mamy większe możliwości niż kiedykolwiek. Mamy technologię, mamy pomysły, wreszcie mamy pieniądze, aby realizować śmiałe projekty ze świata mody. Ale niestety bardziej nam do Kopciuszka w wersji domowej, niż do tego na balu, w pięknej balowej sukni i pantofelkach. Zamiast kapelusza nosimy czapkę, dokładnie taką jaką noszą mężczyźni, a zamiast sukienki podkreślającej talię nosimy worek na ziemniaki. O pantofelkach w ogóle już często nie ma mowy. Paradoksem staje się to, że mając tonę ubrań w szafie naprawdę nie mamy w co się ubrać! Trudno z tego kotła wyciągnąć coś, co będzie się nadawało do chodzenia, czy założenia na szczególną okazję.

Drogie Panie, jak chcemy się podobać naszym mężczyznom nosząc coś takiego? Jeszcze rozumiem, jak karmimy i dochodzimy do siebie po trudach porodu, rozumiem, że możemy też gorzej się czuć i nie mieć ochoty się stroić. Jedyne o czym marzymy, to swobodnie się ubrać i dobrze bawić z dzieckiem w piaskownicy. Ale to nie jest dobra długookresowa strategia. Chyba że ma to być strategia na pozbycie się resztek kobiecości.

Co więcej, ubierając się byle jak, tworzymy też często byle jakie życie. Nasz strój często bowiem uzewnętrznia to co leży wewnątrz nas. A im więcej szarości i bylejakości, tym więcej tego w naszym działaniu (albo bierności). Pamiętam jak kiedyś wstrząsnęło mną stwierdzenie, że Stwórca tworząc świat, stworzył tak piękne kwiaty – przecież uwielbiamy kwiaty i uwielbiamy napawać się tym pięknym widokiem kształtów i barw – a przecież jesteśmy dla naszego Stwórcy ważniejsze niż cokolwiek innego, ważniejsze niż najpiękniejsze kwiaty, motyle czy cokolwiek innego, co budzi nasz zachwyt. Jesteśmy zatem stworzone do tego, aby zachwycać swoim blaskiem, paletą barw, świeżością i radością, nie mniej niż kwiaty. Powinniśmy dbać zatem nie tylko o nasze wnętrze, ale i to co na zewnątrz. Zasługujemy na to – naprawdę!

 

 

Wskazówki jak pokonać bylejakość:

 

postaw na jakość – zamiast pięciu nowych bluzek o wątpliwej jakości kup jedną ale porządną

zastanów się, co jest Twoim największym atrybutem i eksponuj to – masz piękne nogi – załóż krótką (ale nie wyzywającą!) dziewczęcą spódnicę, masz ładne wcięcie w talii – wyeksponuj je ładnym paskiem, masz piękne zielone oczy – załóż zielone korale czy kolczyki

szukaj swojego stylu i podążaj za nim – niekoniecznie patrz na to co modne, bo to może do Ciebie nie pasować

nie bój się jednak eksperymentować – szukaj i testuj, aż znajdziesz swój wymarzony kolor czy fason; z czasem też Twoje upodobania mogą się zmienić – podążaj wtedy za nimi – nie trzymaj się kurczowo nieaktualnych rozwiązań

postaw na kolor – poeksperymentuj z kolorem, najlepiej jakimś żywym – może to być kolorowa marynarka, ale mogą to być również eleganckie buty!

kup sobie coś naprawdę ekstra, na specjalne okazje – na przykład elegancką sukienkę, marynarkę czy torbę – i zakładaj je nie tylko na specjalne okazje raz do roku, ale częściej

bądź kobieca, ale nie wyzywająca – czasami mniej odkrywając można pokazać dużo więcej, a do tego zaznaczyć własny styl

mama karmiąca czy mama małych dzieci też może fajnie wyglądać – staraj się ładnie ubrać i umalować nawet jak cały dzień spędzasz w domu – nie tylko będziesz bardziej atrakcyjna dla innych, ale i sama ze sobą poczujesz się dużo lepiej!

koniecznie rób tak, aby dobrze się czuć w tej swojej drugiej skórze i nie udawaj tego, kim nie jesteś – Twoja autentyczność sprawi, że nie będzie można od Ciebie oderwać oczu!:)

 

Powodzenia!